Poniedziałek odbył się pod hasłem Hallstadt i Wladimir Kaminer, czytanie autorskie. Kaminer wpadł mi w oko już ponad 20 lat temu, jeszcze w Dolnej Saksonii w gazecie miał swoją cotygodniową kolumnę, wktorej czuć było i jajo, i ostry pazur. W tym czasie też napisał swoją pierwszą książkę Ruskie Dysko, po czym książki posypały się,już sama nie zliczę, ile ich napisał. Wsumie na każdy temat życia w Niemczech, jak i w swoim czasie w Rosji, nie wyłączając własnej żołnierki.
Ostatnia, nankowsza jego książka, to Tajemne Życie Niemców.
We wtorek pracowałam na noc,jeden jedyny dyżur nocny, który pomimo na serio mało pracy zjechał mnie niespodziewanie i bardzo. Gdzie te czasy, gdy pracowałam 7 nocy pod rząd i tak naprawdę, i bezproblemowo żyłami dalej.
Na środę zapowiedziałam się na grupę wspomagającą się, gluchych i niedosłyszących, która spotyka się w Bamberg raz w miesiącu. Arleta pojechała ze mną, z prostej ciekawości, bo sama miała wiele lat temu raczej nieciekawe doświadczenia z taką grupą, ale była to grupa osób ze stwardnieniem rozsianym.
W centrum imienia Klemens Fink było bardzo miło, i co ono tam wszystko mają! Bibliotekę, halę sportową, boisko, knajpkę, sale konferencyjne. Wszystko podstosowane pod głuchotę i niedosłyszenie. Ludzie w grupie w przedziałce wiekowej od młodych do takich ponad 90- letnich, także ci z implantami slimakowymi; dużo z nich ma tak jak ja, jeden implant i jeden aparat słuchowy, inni tylko aparaty, a Arleta była zachwycona tymi tylko implantowanymi, że oni przecież głusi, a wszystko słyszą, i dyskutują, takie cuda techniki. Poza tym poczytałam sobie stronę w necie, co oni wszyscy tam robią, jakie wycieczki sobie urządzają, czy do Biblioteki Narodowej, czy do Mariańskich Łaźni...
W tym roku towarzystwo będzie świętować jubileusz, 20- lecie, pod koniec kwietnia, i będziemy tam w każdym przypadku.


Fajna taka grupa i spotkania, taka odskocznia, autora nie znam.Pozdrowka .
OdpowiedzUsuńWarto uczestniczyć w takich spotkaniach.
OdpowiedzUsuńMoja mama zrobiła się głucha jak pień, telewizor ryczy na pełny regulator, można oszaleć. I ma aparat słuchowy, ale robi wszystko, żeby go nie nosić. A to bateria, a to niewyregulowanie, a to coś tam... I leży sobie aparacik, a każdy musi drzeć się prosto jej do ucha. Wkurza mnie to.
OdpowiedzUsuńCiekawa inicjatywa. Muszę sprawdzić, czy u nas są podobne. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńGrupy wspomagające to wspaniałą sprawa w sumie.
Usuń