Jako, ze akurat jestem w swojej twierdzy, a Tobi nie zabral sie ze mna, korzystam z okazji i donosze, ze wiosna u nas posuwa sie malymi kroczkami, jest zimno, wczoraj nawet prószył (pruszył?) snieg, ale co nieco kwieca juz wychodzi z cebulek.
Akurat bylam na zakupach do Domu D, wpadlam do Domu E po poczte i gazete, Ewcie tez odwiedze na mala kawe, reszte dnia spedze na sprzataniu Domu D, bo E mam tiptop, wedle wlasnego uznanuia. W poniedzialek do pracy. Trzeba mi bedzie w nastepnym tygodniu rozpracowac plan na Wielkanoc, co jeszcze kupic, co przygotowac, i co w ogóle bedziemy jesc i w jakiej kolejnosci.
Jak sprawy koronne stoja, to nie wiem, bo za pózno podglosnilam radio w aucie; we Francji kolejne obostrzenia, u nas Merkelowa cos o likwidacji poluzowan jedynie mówila, tak wiec z szopingu nici, ale jest amazon i ebay. Tylko, ze niektóre przedsiebiorstwa i sklepy po tych akcjach padna, jasne. Te stacjonarne. Kompletny szajs.
Tak wiec, lece dalej, do Ewci, która poddenerwowana, nie umie dojsc ladu z córkami podopiecznego, jak ojca szczepic, i czy w ogóle (córki chca, on ma 88 lat), problem transportu do punktu szczepien, Ewa wzbrania sie z nim jechac, gdyz i tak nie wolno jej tam nic podpisac, co trzeba, a podopieczny ma demencje, jest zaopiekowany prawne przez jedna córke, i sam ani nie mpze, ani nie potrafi cos podpisac, tak wiec sytuacja zajechana. Pozyjemy do piatku i zobaczymy. U nas lekarze domowi, czyli pierwszego kontaktu, dopiero od po Wielkanocy maja szczepic, i sama nie rozumiem, dlaczego tym córkom tak pilno ojca juz teraz na leb i szyje szczepic. Problem jest jeszcze taki, ze jedna mieszka w Zurychu, a druga w Hamburgu.
Milego weekendu!