czwartek, 25 listopada 2021

Ile kosztuje to i owo

 Akurat zmienilam jeszcze w terminie, bo pod koniec listopada, ubezpieczenie auta, i przy okazji wykonalam taka tabelke, czy bazgracz, ile kosztuje mnie rocznie/ miesiecznie zycie, poza jedzeniem, ubraniem czy reszta otoczki w sensie utrzymanie auta, jakies roboty w domu, i inne sprawy. 


Po lewej stronie roczne ubezpieczenia, niby dobrowolne, ale nie do konca, bo ogniówka czy oc na psa, u nas obowiazkowe. Ok, mam auto, 2 przyczepki, ubezpieczone graty w domu, sam dom wlasnie od powietrza, wody, ognia i gradu (nadal nie wiem, jak sie robi grad, hihi). Z lewej strony podatki, poczynajac od Mirki, która podatkowo kosztuje 50 euro rocznie, a jej oc prawie takie wysokie jak moje, 100 euro i 35 centów. Podatek od auta mam dosyc smieszny, bo 42, za to za duza przyczepe juz spory, bo 74, ale ta przyczepa wnet idzie do ludzi, takze z tego powodu. Podatek gruntowy i za dom, 83. 

Podliczajac, ubezpieczenia kosztuje mnie w roku 1255,75 euro, a podatki to suma 266 euro. 

Ubezpieczenia zdrowotne, rentowe, pielegnacyjne, od bezrobocia i podatek od dochodu place oczywiscie osobno, to sa sumy odciagane z mojego pracowego brutto. 

Co miesiac prad, gaz, woda, internet, Tv i smieci kosztuja 272 euro, co rocznie daje sume 3273 euro. wszystko cuzamen do kupy zliczone, znaczy te prady i ubezoieczenia i podatki, daje sume roczna 4795 euro, a dzielac to na 12 miesiecy, wychodzi prawie 400 euro. 

Ot takie rozliczenie, byc moze kogos zainteresuje. 

Poza tym, wszystko mniej wiecej ok, mniej wiecej bo za tydzien mam kolejna artroskopie kolana, jako, ze nie mozna u mnie wykonac rezonansu magnetycznego, a kolano niby zdrowe, nadal szwankuje, to doktor postanowil dac w nie zajrzec. Caly czas chodze na fizjoterapie, w ramach zadan domowyh jezdze na rowerze, duzo chodze, bo to bezproblemowe, malo siedze, bo po jakichs 20 minutach trudnio mi wstac, tak samo lezenie nie jest moja ulubiona pozycja, bo mi noga sztywnieje. A z Ibuprofenu mam za duzo potasu we krwi. I tak sie kolo zamyka. Ech swiecie. Za to mam wyniki watrobiane, jakbym w zyciu nigdy i wcale nie pila tego wina, co jest kilka obrazków nizej ;) 


Marienburg pod Hanowerem, konkretnie ma ten zamek adres w Pattensen, tam dzisiaj spacerowalismy. 

Jutro mam rozmowe z anestezjologiem, dla chirurga mam wypelnione papiery, i raczej mnie nie odmówia, bo lekarz z sortu tych, którzy wynajmuja w szpitalu lózka, wiec cudów raczej nie ma, pomimo pandemii i odmawianych planowanych operacji.W kazdym razie, jakby co, uprzejmie doniose ;) 

Acha, z racji odwiedzin przyjaciela Tobiego, przeprowadzili panowie miedzy innymi i lodówke z domu D do domu E, wymieniajac moja mala stara, i mam, jak jest: 


Koronnie gdzies, ktos, zaklódkowal plyn dezynfekcyjny. 


Bojkotujac imprezy 2G, czyli tylko dla zaszczepionych (jestem) i ozdrowienców, pozostaje sporo czasu na wypróbowanie jakichs dawno temu wycietych przepisów... i smakuje. 




Dzisiaj zrobilam lazanki, bo tak mnie naszlo, i Tobi tez z ciekawoscia obserwowal, jak to dziala, co to bedzie, i czy da sie jesc. Dalo rade, i to calkiem, calkiem ;)

Dzierganie tez. 





I jedna z najlepszych ksiazek, jakie ostatnio czytalam, Wedrowny Zaklad Fotograficzny. 


Zegnam na dzisiaj, bo wczesne spanie zaplanowanie, jutro musze byc u tych lekarzy juz o 8 rano, calkiem niechrzescijanska pora dla mnie/ nas. Trzymajcie sie zdrowo!

poniedziałek, 25 października 2021

Milion razy obok przejezdzalam...

 ... wiem, ze w tutejszych lasach Hilsu w czasach wojennych byl obóz przymusowej pracy, znam lesny cmentarz, na który czasami zachodze, wiem, ze zaraz na poczatku mojej drogi przez las, kolo sztolni, byla czesc obozu jenieckiego, oni pracowali przy produkcji asfaltu, a po wojnie w tych barakach byl sierociniec pod nazwa Liczyrzep, do 1972 roku, i tez nieciekawie zapisal sie w historii. 

Dzisiaj po drodze z Enibeck, bo tam w koncu znalezlismy konkretnego, staroswieckiego szewca, zajechalismy pod las, aby wyprowadzic Mirke, która nam oczywiscie towarzyszyla. I tak sobie szlismy tym lesnym traktem, na poczatku kompletnie ignorujac tablice informacyjny, wieloskrzydlowa. 

Trafilismy na kompletnie nie rzucajacy sie znak ze strzalka w prawo, PFAD, ale to zdjecie bedzie pod koniec. Bo jeszcze nie wiedzielismy, co nas spotka na tez sciezce... 




W lesie tabliczka- Rosjanie, znalezlismy sie na terenie dawnego obozu jenieckiego, o którym nie mialam pojecia, ze i w tym lesie byl. 


Nikt nie wie, co sie stalo z dziecmi urodzonymi w obozie. 


Po wojnie drewniane  baraki zburzono, fundamenty pozostaly, te przyroda niweluje na swój sposób. 










Kierujac sie do palików, których góra jest czerwona. 



Fundamentów jest sporo. 


Barak wybudowany na wzór obozowego. 











Drzewa- swiadkowie, na nich reszty drutów, insalacji, srub, zawiasów. 







Miejscami niebezpiecznie. 











Worki z cementem, duzo cementu, który jeszcze lezal przy oswobodzeniu jenców znaczylo, ze obóz byl stale rozbudowywany i powiekszany. 







Pfad, tylko z bliska rzucajacy sie w oczy. 





Dom komendanta, na slonecznym tarasie, na brzegu obozu, przy glównym trakcie. 



Z przebiegajaca obok linia kolejowa. 



Niecale 5 kilometrów od naszego domu


Obóz byl swietnie schowany w lesie, ze nielatwo bylo go dojrzec z samolotów. 



O Schwarzes Land, Czarnej Ziemi, juz nieraz pisalam, ze jest pieknym zakatkiem ziemi. 








Bardzo czesto jest tak, ze wysiadamy gdzies z auta, bez planu, bez wiedzy, idziemy, i natrafiamy na niezwykle miejsca... to bylo ciezkie historycznie.