piątek, 18 sierpnia 2017

Comodo raz jeszcze

i w calej okazalosci. Znaczy gotowe do noszenia go :)


Poza tym- tydzien pracowy, ale jak juz kilka razy i do znudzenia wspominalam, Korina ma urlop i jej nie ma :D za to pracowalam raz z Ruza, która zastepowala chora Iris (szkoda, ze byla chora, bo normalnie cieszylam sie na dyzur z nia, jest to bardzo sympatyczna kolezanka, i bardzo rzadko z nia pracuje... na jej temat napisze tylko, ze ma ciekawe i nietypowe jak na kobiete hobby- wedkarstwo, o którym chetnie opowiada i jest to nawet dla mnie ciekawe).

Teraz jestem z Andrea, i tez nam sie fajnie pracuje, razem i reka w reke. Oczywiscie kazda ma swoich pacjentów i swoje obowiazki, ale reszta sama sie uklada, oczywiscie wspomagamy sie w trudnych czy stresujacych sytuacjach, oczywiscie zadna nie przechodzi obojetnie obok dzwonka "nieswojego" pacjenta; takie pracowanie to ja rozumiem, tak powinno byc. Ale niestety z Korina nie idzie i juz. 

środa, 16 sierpnia 2017

Ptasia przygoda

Przyplatal nam sie wczoraj pewien golab. Pocztowy? W kazdym razie z trzema obraczkami. Kompletnie oswojony, na zadanie podlatywal i siadal na rece, nic a nic sie nie bal. Poleciec sobie, skad przylecial, wyraznie nie chcial. I co z nim zrobic? Z ptakami, to my jakos nic a nic doswiadczenia nie mamy, zreszta Mirka zaczela wykazywac niezdrowe zainteresowanie tym golebiem, i obawialismy sie, zeby nie chciala sprawdzic, ot z psiej ciekawosci, co on ma w srodku.


Tak wiec wsadzilismy golebia do kociego transportera, i zadzwonilam pod numer miejscowego towarzystwa opieki nad zwierzetami. Doradzono mi oddanie podrzutka u jednego z miejscowych golebiarzy, jest ich u nas w miasteczku dwóch. Tak wiec golab do auta i pojechalismy do tego przy basenie kapielowym. Golebiarz okreslil golebia na bardzo zmeczonego lotem, zagubionego i z awaria kompasu w glowie; odczytal tez obraczki i powiedzial, ze golab pochodzi z Zaglebia Rury, czyli dobre 200 kilometrów stad. Mial jeszcze wczoraj skontaktowac sie z wlascicielem. Póki co, dolaczyl go do swojego stadka, aby golabek odpoczal i sobie pojadl. U nas do wyboru bylby jedynie suchy chleb, badz müsli, niezbyt optymalne menu. 

niedziela, 13 sierpnia 2017

Comodo na finiszu

czyli jak w temacie bloga ;)


Wczoraj i dzisiaj wydziergalam rekawy, a sluchalam przy tym, i tez jestem na finiszu, Sprawy Niny Frank. Notabene najlepsza chyba ksiazka Bondy. jeszcze dwa rozdzialy, az mi szkoda :( w ten sposób wysluchalam chyba wszystkich kryminalów autorki, a dwie ksiazki przeczytalam. Ostatnio tez duzo czytam, konkretnie wzielam sie za lekture powiesci historycznych o rodzinie Fuggerów, i dokonczylam druga powiesc. Teraz pozostaje mi tylko udac sie do Augsburga i przynajmniej te Fuggerei odwiedzic ;)

https://pl.wikipedia.org/wiki/Fuggerei

Ale powracajac do comodo- rekawy moglyby byc jednak troche dluzsze, a wiec zaraz je po kolei otworze (szkoda, juz wszylam nitki, ale cóz..) i dorobie po 10 rzedów. Czuje przez skóre, ze bede bardziej zadowolona, gdy beda nieco dluzsze, a nie takie "na styk". A po rekawach jeszcze tylko kilka centymetrów kadluba, na oko jeden 50- gramowy moteczek, i comodo gotowy.

W tym wolnym tygodniu mialam sporo luzu, i wylenilam si etroche za cale poprzednie dwa tygodnie, z praca i woda w piwnicy. Byl pan od kanalizacji, zalozyl mi siatki na rynny, aby juz nie wpadaly do nich liscie debowe; kolejne 200 eurasów w plecy. Dzwonilam do aktualnej wlascicielki monstrualnego deba w sasiedzkim mini- ogródku- daje zgode na jego sciecie, jesli ktos sie podejmie tej roboty. Scinajacego nagra mi kanalowy, a drzewo on sam chetnie zabierze. Tak wiec, niech mi wlascicielka wysle pisemne upowaznienie, i przy najblizszej okazji scinamy.

Pompa do brudnej wody tez juz doszla do mnie, i dziala jak ta lala, wysysa wode do milimetra poziomu dookola siebie. Musze jej jeszcze dokupic osobny szlauch.


Koncza mi sie zdjecia z wegier, to znaczy, w sumie mam ich chyba 500 czy nawet wiecej, dzisiaj pokaze kilka z Budapesztu. W tym roku mialam parcie na obejrzenie szczególnego miejsca, znajduje sie ono nad brzegiem Dunaju, blisko Parlamentu, i nazywa sie "Buty nad brzegiem Dunaju" (Cipok a Duna- Parton). Jest to okolo 60 par butów z brazu, upamietniajacych smierc wegierskich Zydów z rak Strzalkokrzyzowców w latach 44 i 45 ubieglego wieku. Zydów  spedzono nad ten wlasnie brzeg, kazano im rozebrac buty, i zastrzelono ich, po czym i przy czym, ich ciala pochlonely fale Dunaju. Liczba ofiar moze siegac i do trzech i pól tysiaca ludzi. 






Widok przez Dunaj na Bude.


Pod Parlamentem, wieczna Sisi i jej Andraszy, upamietnieni w pomniku z koniem oczywiscie.


A tutaj Wiktor chyba ekstra dla turystów taka atrakcje wymyslil ;) pod Parlamentem, dwóch zgrabnych chlopaków chodzi sobie dookola flagi na maszcie przypominakacej Perszinga 2, w poletku oznaczonym gombokami (kulkami).


Z dalsza.



Zydowskie slady w dzielnicy rzadowej.


Jednen z domów. Nazwiska zmienily sie niesamowicie. Maria Soledad Moreno Garcia, w jakim dowodzie osobistym to sie miesci? ;)


Jiddelbub , zydowski chlopiec na Vaci Utca. W Budapeszcie istnieje jeszcze duza zydowaka parafia, z ogromna synagoga. Warto zwiedzic, bylam juz tam kilka lat temu.


W sumie sie zastanawiam, czy ta egzotyka w ubraniu i fryzurze, nie jest meczaca dla tego chlopca. Dziewczynki wygladaly normalnie, jedynie troche "staroswiecko", bylo ich wiecej. Towarzyszyly im matki, nie do zauwazenia byly ich peruki; bardzo ortodoksyjni Zydzi.





wtorek, 8 sierpnia 2017

Po wakacjach

nareszcie pierwsze gromadne dzierganie. Wymiana plotek i takie tam ;) co prawda, zaraz po moim urlopie, spotkalysmy sie na sniadaniu w miejscowej piekarni, ale to bylo tylko tak o jakos; nie ma to jak dziergac i rozmawiac.


Przez tyle gadania, ze skarpetami doszlam jedynie poza piete ;)


Dzisiaj rano nastraszylam Mirke. Po sniadaniu mówie do niej, Mircia, no to zbieramy sie z dupka do psiego lekarza. Mirka wybaluszyla oczka i glosno przelknela. I niech mi ktos powie, ze psy to tylko zwierzeta i o prawdziwej inteligencji, podobnej do ludzkiej, mowy nie ma. Ona ma pamiec jak nie wiem co. Mowe tez rozumie, chociaz tutaj sa sprzeczne zdania, ze niby znaczenie pojedynczych slów i tak dalej, wiecej pies niby nie ogarnia. Mirka ogarnia, co do niej mówie. Ocywiscie nie recytuje jej wierszy ani nie czytam z gazety, mówie do niej zwykle to samo w tych samych sytuacjach, czyli notoryczne powtarzanie; mój ojciec tak samo jej opowiada, krótko i wezlowato. Mama opowiada jej na kanapie, jaka to jest ladna, w wieksze wychowanie sie nie miesza ;)

W poniedzialek po poludniu, po wizycie u weta, poszlysmy na kupsko, i po drodze spotkalysmy inna pancie z pieskiem. Suczka, wabila sie Bella. Bella na widok Mirki zaczela oczywiscie sie do niej rwac, ciagnac smycz, a pancia jej trajluje, Bella, co robisz, tyle razy ci mówilam, nie ciag smyczy, czy ty tego nie rozumiesz, i tak dalej, wie setkach slów. Gadaj psu do daszka. Nikt chyba panci jeszcze nie zawiadomil, ze do psa, to sie mówi krótko i wezlowato, do tego pare prostych cwiczen, wtedy najlepiej zapamieta ;) ale niech sobie tam pancia z Bella radzi. Szkólek psich wokól jak grzybów po deszczu.

Ide podziergac comodo i obejrzec nastoletnie matki, bo darmowe ogladanie ostatniego odcinka w necie jutro sie juz konczy. 

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Z ulga donosze

ze dupka w porzadku, akurat wrócilysmy od weta. Antybiotyk Mirka ma wziac do konca, ale to nie problem, skoro jest lekomanka. Bardzo smaczne te tabletki ;) po raz kolejny dziwie sie, jak bezproblematyczne jest pielegnowanie psa, a jakie byly cyrki przy czymkolwiek, gdy kotu Finkowi cokolwiek bylo. Poczawszy od zakrapiania przeciwko pchlom i kleszczom...


Zdjecie sprzed niecalej godziny, spacerowalismy w sasiednim miasteczku, tam, gdzie praktykuje wet. Jedziemy tam niecale osiem kilometrów, czyli kilka minut, gabinet jest nowoczesny, z mala klinika, oczywiscie operuja tam tez, i jest szpitalik, zwierzeta moga nocowac, bo 24 na dobe, ktos jest, to jest optymalne, mozna kontaktowac sie z nimi dzien i noc.


Teraz Mircia, piesek po przejsciach i dupnych przeprawach, odpoczywa od wszelkich przygód ;)

A ja mam nadzieje, ze ten wolny tydzien bedzie o wieeele lepszy, niz ten sprzed dwóch tygodni, jak zaczelo padac i wieczorem podeszla woda, i bite trzy dni bylo z ta woda zajecie. Mam kilka spraw do zalatwienia, przede wszystkim, napatoczyla sie szansa sciecia tego ogromnego deba w sasiedzkim mini- ogródku, trzeba obecna wlascicielke zrecznie podejsc... W zeszlym tygodniu przeczytalam w gazecie, ze Eon daje swoim klientom 200 euro po powodzi, jak ktos mial wode, bo to i pompy chodzimy non stop, i poten sprzatanie, tak wie, zloze podanie o te doplate wzglednie odciagniecie z kolejnego rachunku za prad. To by sie Mirkowa dupka w polowie juz zwrócila, bo w dupke zainwestowalysmy ponad setke.

Jutro zaczyna sie tez gromadne dzierganie w domu kultury, ferie bowiem si eskonczyly, dzieci od czwartku chodza do szkoly, wiec i nasz przybytek otworzono. Cieszy mnie to niezmiernie, bo ostatni raz gromadnie dziergalam 30 maja, dzien przed urlopem, a potem byl urlop, za nim praca, i juz wakacje sie zaczely.

Dziergadla leza u mnie odlogiem, dwa konkretnie, caly czas comodo, i skarpety, ale teraz to powinnam pociagnac ;)


Tydzien pracowy na internie byl calkiem w porzadku, pomimo wielu obloznie chorych i do intensywnej pielegnacji, z obracaniem, pampersowaniem, podawaniem picia, tysiacem kroplówek, ale mimo tego, bylo przejrzyscie i nie bylam wykonczona, moglam sobie robic wszystko po kolei w normalnym trybie, jak to lubie. Korina nadal zdrowo walnieta, ALE: teraz ona idzie na urlop, potem ja mam urlop, i nie musze jej ogladac cale 6 tygodni :D