środa, 20 marca 2019

2010-7

Skarpety meskie numer 45.



Udalo mi sie z tymi paskami, zgadzaja sie co do joty. Musialam przy drugiej skarpecie odciag jakies kilkadziesiat centymetrów wlóczki, i oczywiscie ze trzy razy pokombinowac z poczatkiem, az mi sie zdodzilo na 100%.


Welna to typowa skarpetkowa, turecka z Buttinette, taka, co wazy 10 deko, i jest dluga na 420 metrów. Czyli dzierganie z zamknietymi oczami badz oczami skierowanymi w ekran (netflixa). Zostala reszta o wadze 17 gr,


Po prezentacji na podwórku- mrozny dzien mamy tego pierwszego dnia wiosny- prezentacja przy pasujacej kolorystycznie modelce. Mina z cyklu: a daj ty mi spokój, kobieto, spac mi sie chce.


Taki klin

A ty juz wcale na kur sie nie wybierasz? - zagadnal mnie mój wlasny ojciec. na kur, czyli swojsko, do sanatorium, przy czym okreslenie sanatorium jest niepoprawne, gdyz daje poczucie przebywania na jakiejs Czarodziejskiej Górze, jak u Manna, lezakowanie, wdychanie swiezego powietrza...

Nazywa sie to tutaj: rehabilitacja. I jest to twardy orzech do zgryzienia, czasami gorzej jak chodzenie do pracy, bo w pracy mam co drugi tydzien wolne, póki co, a tam, na rehabilitacji, w nie- sanatorium, a osrodku rehabilitacyjnym, codzienne wstawanie przed szósta, i pierwsza jednostka sportowa przed sniadaniem, to norma.

Ok, w Bad Nauheim, to juz 5 lat bedzie, jak tam bylam, weekendy mialam wolne. I nawet wskoczyl mi jeden swiateczny dzien, 1 maja, taki wolny i bez obowiazku dzien. Który jednak musialam "nadrobic", i moje rehabilitacyjne dni od poniedzialku do piatku zaczynaly sie od wspomnianej- przed szósta rano do kolacji o wpól do szóstej wieczorem.

Zeby nie bylo, ze marudze... kazda rehabilitacje celebrowalam jako taka, kazdy dawala mi niezwykle duzo, na kazdej wypoczywalam w pewien sposób, nawet, gdy wieczorem o 9 po dwóch karkach w ksiazce, oczy same mi sie zamykaly. I prze 5 tygodni pobytu w Bad Nauheim, dalam rade obejrzec tylko jeden jedyny film, ostatkiem sil, a obejrzalam tylko dlatego, ze ten kryminal krecono czesciowo w sasiedniej wsi, i "bylam ciekawa, jak tam wyglada" ;)

Powracajac do moich planów czy nieplanów rehabilitacyjnych. A wiec, sprawa ma sie tak, ze z powodu mojego inwalidztwa, moglabym teorretycznie i co 2 lata jezdzic, praktycznie pewnie by mi najpierw odmawiali (ubezpieczalnia emerytalna), ale praktycznie odwolywalabym sie, i wtedy dostawala przynajmniej co 3 lata taki turnus.

Teraz, po 5 latach po Bad Nauheim, nie powiem, chetnie bym pojechala... i bedac ostatnio w kasie chorych, mialam w planie poprosic o podanie... chetnie pobyla bym sobie gdzies, pocwiczyla uszy, posluchala, jakie nowosci w trawie piszcza- mam w listopadzie dostac nowy procesor, najpierw na próbe, potem na stale- pobylabym sobie w gronie gluchych, ogluchnietych, cyborgów mojego pokroju. Brakuje mi takich kontaktów, ja lubie przebywac miedzy gluchymi, próbuje podsluchiwac (? podpatrywac) ich rozmowy na migi, to jest po prostu swiat, w którym czuje sie dobrze. A tutaj tego swiata nie mam, nawet na lekarstwo.

Od jakiegos czasu klinika z Bad Nauheim ma niedaleko ode mnie filiale, niedaleko nalezy uwazac za pojecie wzgledne, bo to jakies 100 km, ale duzo blizej niz do Bad Nauheim. Ponoc tak samo dobra ta klinika, jak ta w Hesji. 100 km oznaczaloby, ze majac ze soba auto, na weekendy moglabym wpadac na kilka godzin do domu, i nawet tak, jakby cos sie dzialo, ale...

Jakos jest mi to wszystko za niepewne, znaczy w domu, nie mam odwagi, zostawic to i sobie pojechac na 3 tygodnie, bo tyle trwa regularny turnus, plus opcja dodatkowych 2 tygodni, które dostaje z reguly przy pierwszej wizycie u lekarza.

Tak wiec, dwa dni temu w kasie chorych, zdecydowalam sie nie brac tego podania o przyznanie rehabilitacji. 

poniedziałek, 18 marca 2019

Nowy tydzien, nowy kolowrotek

Ten tydzien bedzie raczej pod moim znakiem.
Dzisiaj odbebnilam wizyte u neurologa i psychiatry w jednym, oczywiscie nie ze mna, a z mama. Lekarz pozmienial jej leki, odstawil lorazepam i kazal redukowac risperidon, wchodzac z pipamperonem na noc i plastrami rivastigmin na dzien, czyli kleic te plastry raz na 24 godzin.
Jako, ze wczesnym rankiem bylam z mama na badaniu krzepliwosci krwi, to przy okazji zamówilam recepty na konczace sie jej leki. Po poludniu odwolywalam te dwa odstawione specyfiki.
Nastepne pobieranie krwi za tydzien, póki co krzepliwosc ma idealna, po kilku dniach przerwy i znowu zazywania marcumaru.
Tak wiec, przynajmniej tutaj nie ma problemu, tylko to cotygodniowe latanie na badanie, a w okolicach operacji bylo co 2- 3 dni. Mam nadzieje, ze od nastepnego tygodnia bedziemy mogli wrócic do co 4- tygoniowego badania tej krzepliwosci.

Jutro zaczynam wlasna przygode zebowa, bo ukoronuje sobie ostatnie zaplombowane zeby, tak sobie wymyslilam jeszcz ew zeszlym roku, i teraz nadejszla ta chwila ;)
Oczywiscie nie obylo sie bez wyprawy do kasy chorych, bo mi nie policzyli wszystkich ulg, czyli nie dostalabym z ich strony doplaty, jaka mi si enalezy- z powodu regularnego odwiedzania dentysty co roku, od roku panskiego 1991, wtedy wprowadzili ten system bonusowy.
Jutro bedzie jeszcz espokojnie, bo jedynie wyczysci mi "profesjonalnie" zeby. Rozwalac wszystko zacznie od czwartku.

Na jutro zapowiedzial sie tez agent ubezpieczeniowy, po co- nie wiem, chyba po prostu pozawracac mi dupe przy checi sprzedania mi ubezpieczenia ny zycie czy czegos podobnego.

W srode po poludniu (...?) znaczki- szlaczki, bo w srode po poludniu na prowincji wlasciwie wszystko jest zamkniete, od srody poludnia do czwartku rano... ale widac idzie nowe, bo dostalam termin u akustyka, nastawic i przestawic mój aparat sluchowy, bo moje subjektywne odczucie, czy z nim czy bez niego, slysze na to ucho tak samo zle, potwierdzilo sie w Getyndze. Mam na to nawet wykresy ;)

W czwartek jedziemy z tymi zebami, od samego rana, wiec na popoludnie wole nic nie planowac... a w piatek mam chyba wolne. W sobote planuje wypad do Hanoweru na demostracje, ale to zalezne, kto i ile w ogóle pojedzie ze mna i ze szpitala.

Poza tym, siedze i najczesciej czytam, bo mam zaleglosci, i z pólki ksiazek do przeczytania wlasciwie mi nie ubywa, bo co i raz cos mi dochodzi badz sama sobie dokladam. Przy dzierganiu z kolei slucham audiobooków, ostatnio kryminalu z akcja w Dubrowniku- Zgon do poduszki. Dobry!











Jak akurat nie wali gradem po kapuzie, to jest naprawde fajnie na mirkowych spacerach.


sobota, 16 marca 2019

Bakcyla zlapalam,

jak zwykle po lekturze ;)

Bakcyla Mari Kondo. Obejrzalam 2 odcinki na Netflixie, i- posprzatalam w moim regale ksiazkowym. Tym niemieckim. Polski regal mam gdzie indziej, nie mieszam ksiazek, wyjatkiem sa tylko przewodniki turystyczne czy ksiazki o danych miastach, bo logiczna koleja rzeczy, bedac w Polsce, kupuje takie lektury w jezyku polskim, i trafiaja one pózniej na "niemiecki" regal ksiazkowy.
"Chlopi" i inne "Lalki" maja swoje prywatne zycie w innym pokoju.

Tak wiec. Regal posprzatany, posortowany; wyrzucilam troche materialu pogladowego i stare notatki z róznych kursów. Mam tam tez kilkanascie kaset video, takze te, które sama nagralam 20 i 30 lat temu, rózne filmy, które teraz tez wyrzucam. Notabene sa w domu jeszcze 2 sprawne odtwarzacze.

Termin w sadzie odbyl sie, dostalismy takie "dowody opiekuna" na mame, poza tym, co roku bedziemy zdawac pisemyn raport w formie pytan na odpowiedzi, ponoc wystarczy odfajkowywac.

Od adwokata tez dostalam list, mam mu podac swój numer konta, bo chce mi przelac, znaczy oddac, zaliczke, która mu zaplacilam w zeszlym roku. Tom dopiero ciekawa, kto zaplaci za mojego adwokata O_o ale mam podejrzenie... a ja bylam przekonana, ze przysle mi rachunek za reszte uslugi, i ja z tym udam sie do mojej ubezpieczalni, mam ubezpieczenie prawne. A tui nie, nawet moja ubezpieczalnia nie bedzie miala z tego powodu kosztów, tysz piknie.

Powoli przychodza rózne papiery na temat dzialki, z róznych urzedów, i za kazdy jakis swistek place tak okolo 20 euro. Ale póki co, wszystkie zaswiadczenia sa po mojej mysli.

Ide prasowac.


Szczur w Hameln.


piątek, 15 marca 2019

2019-6

Kolejny otulacz na szyje, czyli Wolkig pomyslu Martiny Behm.



Welna skarpetkowa, 10 deko, kupiona nawet calkiem niedawno, "wiosenna". Wlasciwie mialy byc skarpetki, ale fioletowe wstawki zainspirowaly mnie wlasnie do wydziergania otulacza pasujacego do mojej fioletowej kurtki, w której to spaceruje z Mirka wczesnym rankiem, i otulacza potrzebuje.

Notabene, rano jest juz calkiem jasno, szkoda, ze jak przestawia zegary, znowu jakis czas bedzie ciemno.

Odwiedziny ciotki i kuzynki dobiegly konca, byly 4 dni, i to byl wlasciwie mój urlop, gdyz jak planowalam, mialam okazje wyrwac sie z domu i pojechac z kuzynka tu i tam, Irana nakupila sobie welny, gdyz zaczyna znowu wiecej dziergac- wkrótce urodzi jej sie kolejne wnuczatko.

Chalupa po gosciach i urzedowaniu w niej dwóch piesków juz ogarnieta, dzisiaj- potem jeszcze tylko pranie, i po ptokach.

Mirka z gosciem w osobie malego pieska Trixi byla mniej zachwycona, bo to zazdrosnica jakich malo, znaczy moja Mirka. Pilnowala jej jak nie wiem co, zeby sobie za duzo nie pozwalala, i np siadala w drzwiach pokoju, i nie wpuscila malucha do srodka. Nalezy zauwazyc, ze Trixi jest spokojna i dobrze ulozona, nieupierdliwa i chetnie by sie bardziej z Mirka pokolegowala, ale Mirka nie i koniec. Na podwórku i w ogrodzie tez pokazywala, kto tu rzadzi. Biegala jak oszalala, kopala w pileczke- czego nigdy nie robi, szczekala wzdluz plotu, kopala dziury, znowu przelatywala jak samolot, az Trixi "zaniemówila". Królowa moze byc tylko jedna ;)



Operacja mamy tez sie odbyla, tak wiec drugie oko bez zacmy, teraz tylko naokolo zakrapiac to oko, w pierwszym tygodniu 4x dziennie plus masc na noc, ale z zaklejania chyba zrezygnuje, bo jej skóra pod okiem jakos nie toleruje plastra i troche fatalnie to wyglada, jakby ktos jej podbil oko.

Dzisiaj jedziemy do sadu grodzkiego w zwiazku z tym pelnomocnictwem, wyjasnic rózne sprawy, zadac ewentualnie pytania, i faktycznie czytajac informacje co do pelnomocnictwa, kilka pytan jednak mam.