Podróż jak zwykle pociągiem, ten jedzie zawsze inaczej dziwnie. Tak więc do Göttingen jechałam najpierw 10 minut do Bamberg, stamtąd prawie godzinę do Würzburg, a w Würzburg wsiadłam do IC i z kopyta do Göttingen. Z kolei z powrotem najpierw Erfurt, stamtąd przez Coburg i Lichtenfels do Zapfendorf. Powrotne pociągi byly z rodzaju podmiejskich i ekspresów regionalnych, ale jechały jak ta lala i nie było niespodzianek jak w zeszłym roku, gdzie nagle stanęłam na stacji Erfurt i nic, IC w całych regionach spóźnione, bo stoją, bo coś tam gdzies tam z jednym. Wczoraj też tak było, bo im torów zabrakło, tak przekazano w megafonie. Serio. Regionalne miały miejsce na przejazdy, ale one też jeżdżą starymi szlakami. Jedynie w Göttingen ruszyliśmy z parominutowym opóźnieniem, bo czekaliśmy na Metronom z Bremen.
Dzień wcześniej chciałam tylko sprawdzić, jaką pogoda jest zaplanowana na środę w Göttingen, bo zapowiadali trochę deszczu, a tu wyskoczyło mi, że deszcz i strajk dwudniowy m.in. komunikacji miejskiej. Także autobusu do kliniki!
Na miejscu sprawdziłam na dworcu autobusowym, na serio, nawet do kliniki... co robić? Spacerek mniej więcej dwukilometrowy, czas byłby. W tym momencie podeszła do mnie kobieta z około dziesięcioletnim chłopcem z trysomią 21, zrozpaczona, że ma z dzieckiem długo oczekiwany termin w klinice, przyjechała pociągiem i klapa, jak tam się dostać? Nie wiedziała o strajku. Mówię jej, że akurat zaplanowałam spacer, ale może podzielimy się taksówką? Ona na to jak na lato, wiec złapałyśmy jedną i pojechaliśmy w trójkę pod główne wejście. Doradziłam jej podobną akcję po ich terminie, niech się rozejrzy przy wyjściu, na pewno znowu ktoś chętnie podzieli się kosztami taksówki.
Ja z powrotem miałam kilka godzin czasu do mojego pociągu, więc poszłam sobie piechotą w kierunku teatru, bo na ulicy teatralnej zaczynają się fajne sklepy. Miałam w planie jakieś adidasy dla siebie, ale jakoś nic ciekawego nie było. Za to kupiłam misia, czapeczkę i rajtuzki dla Fiony, a w antykwariacie trafił mi się Kot w Butach i książka o lokomotywach produkowanych w latach 1921- 1945 dla Tobiego. A w klinice jeszcze grubaśny Thomas Mann dla jego wiernej czytelniczki, także tego bloga. Dla Mirki smakołyki. Sobie jedynie obiad, potem kawę na rynku.
⁰
W pociągach było luźno i siedząco, to dziergałam skarpetki.
Dolne zdjęcia już z domu dzisiaj. Poza tym, wydziergałam kocyk, akurat suszy się.
Jeszcze kilka impresji z Göttingen.
Fionie wczoraj odpadła pępowina🧚♀️













