niedziela, 2 kwietnia 2017

Ubiegly tydzien

W comodo wydziergalam piec rzedów. Wiem, bo wstawilam agrafke w przedostatnio wydziergany rzad  i latwo mi policzyc ;)

Ale tak to juz jest, jak mam pracowy tydzien, nie mam czasu dziergac. Od jutra mam wolne 10 dni, do pracy ide bowiem dopiero w Wielki Czwartek, to sobie i podziergam. Nazbieralo mi sie jeszcze troche do zalatwienia, sprzatania, prania i co tam jeszcze, przed swietami, dolne okna i ich firany tez jeszcze cierpliwie czekaja na mnie. We wtorek mamy w pracy zebranie, wartalo by pójsc, jest co kwartal, i zawsze jakas nowoscia "zestrzela". Chociaz przyznac trzeba, ostatnie nowosci nie byly az takie przerazajace.

W miedzyczasie nowe- stare kolezanki i kolega z bylego oddzialu prywatnego sa juz u nas piec tygodni, i sa rózni. Moja nowa nocna wspólniczka jest bez slów, ta kobieta to porazka w sensie osobowosci i charakteru, najlepiej sie nie odzywac, swoje robic i myslec co sie chce. Po Kiki to jest ogroooomna róznica w czlowieku jako takim, niestety :(

W pracy co noc pogon za lózkami, bo ni z gruszki, ni z pietruszki, nagle trzeba pacjentów rozdzielac, izolowac, bo wyniki z MRSA przychodza teraz faksem w srodku nocy, podobnie jak taksówka w srodku nocy przywozi krew z banku krwi, i najczesciej od razu sie ja pacjentom daje, czyli w taka noc w takim pokoju spania nie ma, poniewaz przy transfuzjach musze mierzyc co pól godziny tetno, cisnienie, temperature, i ogólnie obserwowac pacjenta w kierunku oddechu, moczu i temu podobne sprawy.

Pracowalam trzy noce z nasza Chorwatka Lucija, trzeba przyznac, ze dziewuszka wyrobila sie ze ho ho, teraz mamy dwie dyzurki, w nocy kazdy ma swoich 30 pacjentów do samodzielnej obslugi, i Lucija radzi sobie spiewajaco, czasami tylko jeszcze jakiegos slowa jej brakuje, to sie pyta i juz wie, no takich emigrantów zarobkowych to ja rozumiem :))) poza tym jest ladna jak nie wiem co ;)))

Myslalam, ze na noce sprzegna mnie z Angela, z która czasem dorywczo razem juz pracowalam i to bylo piekne pracowanie, wspólpraca w dwuosobowym zespole, no ale los pokaral mnie durnowata Korina i tak chyba juz bedzie, az któras z nas pójdzie na rente. Ok, w miedzyczasie kazda ma kiedys urlop, to tyle sobie odpoczne, no i w zastepstwie bedzie wtedy Andrea, z która miedzy "Korinami" tez bede pracowac. Pracowanie z Kiki pozegnalo sie chyba na zawsze.

W tym tygodniu dostalam z bloku operacyjnego na oddzial syryjskie dziecko, ponoc w papierach mial 15 lat, ale na moje oko to góra 12, jesli nie z 10... w kazdym razie byl w ten dzien pierwszy raz w szkole, jechal rowerem do domu, upadl i zlamal nadgarstek. Zoperowali i do mnie na oddzial z nim. Dziecko ani slowa po niemiecku, ja mialam nad nim jezykowa przewage, bo jakby nie bylo, umiem po arabsku trzy slowa, a dokladnie salam alejkum, alejkum salam i baba. A nie, jeszcze dwa umiem: inszala i bismala, i zastosowac je w odpowiednim kontekscie ;) No i lezy u mnie ten dzieciak, lapka w szynie gipsowej, "i badz madry i pisz wiersze", alternatywnie "sraj na dyszel". Jakos my dali rade. Byc moze, cos tam ode mnie po niemiecku zalapal, przyda mu sie na przyszlosc.

Aaa... styropianowa glowa w koncu do mnie dotarla, z Hongkongu czy jakos tak, wyglada jakby po trepanacji w jednym miejscu, ale za te cene i do moich celów wystarczy starczy.


Wiosna  w ogródku!







Nawet fiolki juz sie pokazaly.








Podczas zeszlotygodniowego dziergania comodo  wysluchalam do konca Królowa Bone. Jest na youtube pod tytulem "Smok w Herbie", dwie czesci, po 10- 11 godzin kazda. ksiazka Haliny Auderskiej, na marginesie mam ja w moich polskojezycznych zasobach. Nie wiem, czy byla przed filmem, czy po filmie napisana, ale film/ serial mam jeszcze w pamieci, to bylo cos naprawde swietnego, niestety filmu nie ma na youtube :(

Tutaj plany na letni urlop, Wally Lamb odswiezam sobie po wiecej niz 10 latach, oplaci sie, bo zapomnialam, kim byl ojciec blizniaków... O tej ksiazce juz kiedys pisalam, jest jedna z kilku, które zrobily na mnie wrazenie, tytul oryginalu to "I know this much is true", tytul polski brzmi "To wiem na pewno". Drugi czytelniczy plan to ten ksiazkowy grubas z lewej strony, Luca di Fulvio jako autora nie znam wcale.


Bylam wlasnie z Mirka na spacerze, stwierdzam, ze Mirka to jakis wsiowy pies, jak zobaczy ciemnoskórego czlowieka, to wzroku oderwac od niego nie moze. Musi w Bosni Murzynów nie byc.


20 komentarzy:

  1. Puenta wpisu powaliła mnie na łopatki, na to wychodzi ,że też mam wsiowe geny bo mi się głowa sama obkręca za " dzikim", jak to mawiał Pawlak do Kargula.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja ex wspolokatorka byla chorwacka pielegniarka, pokochalysmy sie jak siostry.
    A nockami to ja nie wiem jak dajesz rade, dzielna kobieta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U na sraczej jak matka z córka, ona jest sporo mlodsza od mojego syna :)

      Usuń
  3. E,to znów w pracy nie ciekawie a wiosna u was dalej.Bolerko oczywiście pokażę w pełnej krasie,żadna rewelacja,skromne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Praca jak zwykle. Ciekawam tego bolerka.

      Usuń
  4. U Ciebie to już cała wiosna. W moim ogródeczku zaledwie wiosenka, ale przebiśniegi urosły przeogromne.
    Współczuję przebywania z głupią Koriną bez charakteru.

    OdpowiedzUsuń
  5. jesienna:
    Zazdroszczę Ci tej umiejętności i chęci dziergania. Ja jakoś nie mogę się zmobilizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty masz inne, dla mnie niesamowite zainteresowania i mobilizacje :))

      Usuń
  6. Jak miło się czyta z życia wzięte,z pracy wzięte i z dziergania,i z czytania.Pozdrawiam.Iza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje! Pisze, jak jest, a bywa róznie ;)

      Usuń
  7. Jak piszesz o tym syryjskim dziecku to zaraz przypomniały mi się opowieści znajomych, którzy lata temu wyemigrowali i też zaczynali tak, że ani me ani be w jakimś języku. To znaczy oni coś tam mówili, ale ich dzieci nie. Bywały przez to różne zabawne, ale i smutne przygody.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam w rodzinie emigrantów, ale oni pare lat do emigracji sie przygotowywali, i w tym czasie opanowali niezle hiszpanski. To jest oczywiscie ulatwiony start.

      Usuń
  8. Też piszesz o fiołkach. Szkoda, że nie mozna ich nigdzie koło mnie trafić, bo z chęcią przeflancowałabym parę na swój trawnik! :-))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wsio samosiejki. Jedyne, co sie ku mojemu ubolewaniu jeszcze samo nie zaflancowalo, to anemony :(

      Usuń
  9. Ależ zapachniało u Ciebie wiosną! U mnie mniej ją widać.
    A i opowieści szpitalne ciekawe jak zawsze. Wyczerpująca praca, ale chyba daje satysfakcję?...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama praca jako zawód, tak. Warunki mniej. Czasami zniechecaja. Ale jak sie ma szczescie miec kolo siebie do wspólpracy fajnych ludzi, to od razu wszystko lepiej wyglada. Niestety nie zawsze tak jest :(

      Usuń
  10. Przydaloby sie I mi wrocic do tej ksiazki, bo niewiele pamietam; ladny ogrod, mam nadzieje, ze moja grzadka w tym roku bedzie kwitnaca :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W cieplejszym od mojego klimacie ma grzadka ten obowiazek! :D Tez juz sie ciesze na spotkanie z tak róznymi blizniakami (tyle pamietam...)

      Usuń