Akurat obejrzalam polski dziennik, robie to czasami, jak mam wolne, i wystapil atam mezczyzna z polskim nazwiskiem, ale o imieniu Artiom.
Piekne ruskie imie. Jakbym miala teraz miec syna, to bym mu z mety dala na imie Artiom. Juz jakis czas temu wpadlo mi to imie w ucho, to byly jakies dzieci, spiewajaca rosyjska wersje "Allelujah" Cohena. Ten maly czarny i grubawy chlopiec nazywal sie wlasnie Artiom.
Syn raczej mi sie juz nie przytrafi, ale jakby mial byc wnuk... bede mlodym dupe trula, zeby byl Artiom, moze dadza sie przekonac?
Na propozycje nazwania ewentualnej córki imieniem Semiramis, nieco zdebieli, bo nawet nie wiedzieli, ze to jest najprawdziwsze imie zenskie. Nie wiem, co ich w tych szkolach i na uniwersytetach ucza, skoro pomineli 7 cudów swiata i ogrody ksiezniczki Semiramis jako jeden wlasnie z tych cudów.
Pólnoc i Poludnie z Orry Mainem i jego przyjacielem Geore Hazard tez widocznie nie ogladali, ani ksiazki nie czytali, bo by znali niewolnice Semiramis, która tam odgrywa spora role.
Dzisiaj w Getyndze, jak zwykle bylo wszystko zmienione, znaczy organizacyjnie, i zamiast zameldowac sie na glównym miejscu, wyslano mnie do korytarza numer juz sama nie wiem którego, i do pani Mar- cek. Ide i powtarzam sobie w myslach ten Mar- cek, bo do nazwisk to ja mam raczej slaba glowe, a moich pacjentów poznaje raczej po szlafroku czy kapciach ;)
Na drzwiach biura pani Mar- cek stalo: pani Marzec. Ok, zrozumialam.
Ustawienie procesora odbylo sie tym razem w druga strone, znaczy zjechali mi wszystkie 12 elektrod w dól i ciszej. Do tej pory wszystkie ustawienia byla najczesciej windowane do góry. Okazalo sie, ze ustawienie mam "za ostre" i za glosne. Wynika z tego, ze mój nerw sluchowy pracuje coraz bardziej w sensie przewodzenia bodzców, i nie potrzebuje juz takiej duzej stymulacji przez elektrody.
Siedze sobie teraz z nowoustawionym procesorem i czuje, ze jest naprawde przyjemniej sluchac, szczególnie telewizor, jest lagodniej, i mniej meczaco. Oczywiscie jakby co, poprzedni program mam wgrany do procesora, i zawsze moge do niego wrócic, jak´by cos jednak z tym nowym programem wyniko, ale w to watpie. Trzeci program na wolnym kanale tez mam, tzw. muzyczny, przy czym ja muzyki tyle slucham, co w radiu w drodze do pracy, miedzy wiadomosciami, i na to nie przestawiam kanalu.
Ogólnie jest bowiem tak, ze Med- El- owcy leca sobie na jednym kanale, a Cochlear- owcy naokolo grzebia w pilocie i przestawiaja w te i nazad. Med- El i Cochlear to obok Advance Bionics i Oticon sa producentami implantów slimakowych i przynaleznych procesorów mowy.
Z aparatem sluchowym na drugim uchu okazalo sie, co zawsze mówie akustykowi wioske dalej, ze tak samo slysze z czy bez aparatu, i faktycznie badanie sluchu dzisiaj to potwierdzilo. On twierdzi, ze nie moze byc. Teraz mam to czarno na bialym, i musi mi dodac nieco PS- ów na sprzet.
Co do procesora, po zajrzeniu do srodka okazalo sie, ze niezla korozja na kontaktach, pochodzaca z wilgoci czyli potu, po tylu latach ponoc nic dziwnego. Pomimo, ze co roku daje sobie ostrzykiwac pól glowy botoksem, abym mniej na glowie i we wlosach sie pocila. Faktycznie mniej sie poce, ale jak biegam 6 nocy w maratonie na oddziale, to mimo botoksu, glowa mi sie poci. I pot leje sie do osprzetowania.
Nowy procesor, Sonnet, jest ponoc "szczelniejszy" od mojego aktualnego Opusa 2, bo tym razem tez zdecyduje sie na procesor z hakiem na ucho, tradycyjny, a nie to nowe Rondo. Stare Rondo mam, to jest procesor, który nakladam jak nie mam czasu ;) bo idzie jedna reka, ale nowy Rondo niestety nie ma juz tradycyjnych baterii, lecz trzeba go ladowac, bardzo nowoczesnie i stylowo, ale moc nie wystarczyla by mi na 11 godzin w pracy, pomijajac droge tam i z powrotem. Baterie zmieniam co 2,5 dnia w Opusie, a co 4 dni w Rondzie, gdyz tam jest jedna bateria wiecej, czyli dluzej dziala.
Moja parka na prawe ucho:
A to komplet, znaczy z aparatem sluchowym na lewe ucho:
I ten wlasnie aparat musi byc podrasowany, bo w obecnym stanie nie ma sensu, abym go nosila. Dlatego tez ostatnio zwykle z niego rezygnowalam, zawierzajac sile prawego ucha czy raczej procesora, bo ucho jest przeciez gluche, slyszy jedynie procesor, przetwarza, nadaje, mózg znowu przetwarza, i slysze, a nawet slyszane rozumiem ;)
Rondo ma to do siebie, ze ucho ma sie wolne, nic na nim nie wisi, i niektórzy tylko przez to decyduja sie na ten procesor, Single Unit. Ja go nosze jako gadzet, i na szybko, ale drugiego tamiego dodatkowo nie dostane, wiec decyduje sie na tradycyjny, jak wyzej. Dlaczego? Bo mi nie przeszkadza nic wiszace na uchu, nie koliduje mi to z okularami, nie robi odcisków, a mikrofon ma tak ulozony, ze praktycznie moge normalnie telefonowac, przykladajac sluchawke do ucha, bez zadnych dodatkowych technik jak np indukcja, co czyni mnie (telefonicznie) niezalezna. O ile da sie telefonowac. zalezy od czlowieka i jego glosu, jak mówi. Niektórych rozumiem w telefonie super, innych (jak np wlasnego syna) wcale. Ale nie zapominajmy, ze ja telefonuje GLUCHYM jak pien uchem, i ze w ogóle z kims moge telefonowac tym uchem/ procesorem, to caly czas jest dla mnie cudem.
Z kliniki wracalam zmeczona jak chart po polowaniu, tak mnie wymeczyli tymi testami tak i owak, tu sluch, tu rozumienie, stymulacja elektrod... do tego jeszcze te dyzury siedza mi w kosciach, bezdyskusyjnie. Ale tak sobie pomyslama, ze szkoda jednak tak bezszopingowo na prowincje wracac, a mam w Getyndze upatrzony taki fajny antykwariat z tylu C&A... Tak wiec wysiadlam kilka przystanków predzej, na rynku, i pobieglam tam tylko po to, aby pocalowac klamke i przeczytac, ze ma zmienione godziny otwarcia, a w poniedzialek i wtorek to jest zamkniety. Nosz kurde. Idac w kierunku dworca zaszlam wiec do innego, mniej lubianego, bo nie takiego ciekawego i zagadkowego, antykwariatu czy raczej punktu sprzedazy ksiazek róznych, i nawet sie zaspokoilam lekturowo.
Pomijajac fakt,ze z poprzedniej wizyty leza jeszcze 2 ksiazki nie przeczytane, ale tutaj mam jak z welna, lezy i jesc nie woola, a ladna byla... ;) Tak samo z ksiazkami. Przeczytam, jak tylko czas znajde ;)
Migawki z podrózy.
Na koniec- cekawy rozwój akcji ze sprzedaza dzialki i tymi rurami- mam stara umowe, spisana miedzy poprzednia wlascicielka mojego domu, a ojcem Marcusa, i tesciem obecnej wlascicielki tego drugiego domu, których to obu domów rury kanalizacyjne ida przez mój ogród- a wiec w grudniu 1966 Erna pozwolila te rury pociagnac, pod warunkiem, ze nie zagroza ewentualnej budowie, i przy planowanej takowej, musza byc te rury... przeniesione w inne miejsce :D przez wlascicieli rur, oczywiscie. To bylo w sumie jasne jak slonce, przeciez glupiemu powiedziec, mam dzialke budowlana, i nie moglabym na niej budowac, bo tam sasiedzka kanalizacja jest? No wlasnie. To sie Markus zdziwi, i jak przyslowie mówi, chytry dwa razy traci. chcial dzialke za bezcen, teraz zaplaci i z 3x tyle, jak bedzie musial z rurami sie zwijac i przenosic je na wlasna ulice, gleboko trzeba tam kopac, bo dom na skarpie. Wtedy, znaczy w 1963 roku, jak te dwa domy byly budowane, ulica nie miala wlasnej kanalizacji, ta doszla dopiero pózniej, gdy ludzie dalej zabudowywali. I jest jak jest z ta umowa, mieli po prostu przez 53 lata szczescie, ze nic nie musieli robic, bo nikt nie chcial dzialkisprzedawac i na niej budowac, a teraz sytuacja sie zmienia. Wiadomosc o takiej umowie oczywiscie przekazalam maklerowi, a on stwierdzil, ze to bardzo pozytywna wiadomosc, dla mnie, dla sasiadów mniej i kosztowna ;)
Piekne ruskie imie. Jakbym miala teraz miec syna, to bym mu z mety dala na imie Artiom. Juz jakis czas temu wpadlo mi to imie w ucho, to byly jakies dzieci, spiewajaca rosyjska wersje "Allelujah" Cohena. Ten maly czarny i grubawy chlopiec nazywal sie wlasnie Artiom.
Syn raczej mi sie juz nie przytrafi, ale jakby mial byc wnuk... bede mlodym dupe trula, zeby byl Artiom, moze dadza sie przekonac?
Na propozycje nazwania ewentualnej córki imieniem Semiramis, nieco zdebieli, bo nawet nie wiedzieli, ze to jest najprawdziwsze imie zenskie. Nie wiem, co ich w tych szkolach i na uniwersytetach ucza, skoro pomineli 7 cudów swiata i ogrody ksiezniczki Semiramis jako jeden wlasnie z tych cudów.
Pólnoc i Poludnie z Orry Mainem i jego przyjacielem Geore Hazard tez widocznie nie ogladali, ani ksiazki nie czytali, bo by znali niewolnice Semiramis, która tam odgrywa spora role.
Dzisiaj w Getyndze, jak zwykle bylo wszystko zmienione, znaczy organizacyjnie, i zamiast zameldowac sie na glównym miejscu, wyslano mnie do korytarza numer juz sama nie wiem którego, i do pani Mar- cek. Ide i powtarzam sobie w myslach ten Mar- cek, bo do nazwisk to ja mam raczej slaba glowe, a moich pacjentów poznaje raczej po szlafroku czy kapciach ;)
Na drzwiach biura pani Mar- cek stalo: pani Marzec. Ok, zrozumialam.
Ustawienie procesora odbylo sie tym razem w druga strone, znaczy zjechali mi wszystkie 12 elektrod w dól i ciszej. Do tej pory wszystkie ustawienia byla najczesciej windowane do góry. Okazalo sie, ze ustawienie mam "za ostre" i za glosne. Wynika z tego, ze mój nerw sluchowy pracuje coraz bardziej w sensie przewodzenia bodzców, i nie potrzebuje juz takiej duzej stymulacji przez elektrody.
Siedze sobie teraz z nowoustawionym procesorem i czuje, ze jest naprawde przyjemniej sluchac, szczególnie telewizor, jest lagodniej, i mniej meczaco. Oczywiscie jakby co, poprzedni program mam wgrany do procesora, i zawsze moge do niego wrócic, jak´by cos jednak z tym nowym programem wyniko, ale w to watpie. Trzeci program na wolnym kanale tez mam, tzw. muzyczny, przy czym ja muzyki tyle slucham, co w radiu w drodze do pracy, miedzy wiadomosciami, i na to nie przestawiam kanalu.
Ogólnie jest bowiem tak, ze Med- El- owcy leca sobie na jednym kanale, a Cochlear- owcy naokolo grzebia w pilocie i przestawiaja w te i nazad. Med- El i Cochlear to obok Advance Bionics i Oticon sa producentami implantów slimakowych i przynaleznych procesorów mowy.
Z aparatem sluchowym na drugim uchu okazalo sie, co zawsze mówie akustykowi wioske dalej, ze tak samo slysze z czy bez aparatu, i faktycznie badanie sluchu dzisiaj to potwierdzilo. On twierdzi, ze nie moze byc. Teraz mam to czarno na bialym, i musi mi dodac nieco PS- ów na sprzet.
Co do procesora, po zajrzeniu do srodka okazalo sie, ze niezla korozja na kontaktach, pochodzaca z wilgoci czyli potu, po tylu latach ponoc nic dziwnego. Pomimo, ze co roku daje sobie ostrzykiwac pól glowy botoksem, abym mniej na glowie i we wlosach sie pocila. Faktycznie mniej sie poce, ale jak biegam 6 nocy w maratonie na oddziale, to mimo botoksu, glowa mi sie poci. I pot leje sie do osprzetowania.
Nowy procesor, Sonnet, jest ponoc "szczelniejszy" od mojego aktualnego Opusa 2, bo tym razem tez zdecyduje sie na procesor z hakiem na ucho, tradycyjny, a nie to nowe Rondo. Stare Rondo mam, to jest procesor, który nakladam jak nie mam czasu ;) bo idzie jedna reka, ale nowy Rondo niestety nie ma juz tradycyjnych baterii, lecz trzeba go ladowac, bardzo nowoczesnie i stylowo, ale moc nie wystarczyla by mi na 11 godzin w pracy, pomijajac droge tam i z powrotem. Baterie zmieniam co 2,5 dnia w Opusie, a co 4 dni w Rondzie, gdyz tam jest jedna bateria wiecej, czyli dluzej dziala.
Moja parka na prawe ucho:
A to komplet, znaczy z aparatem sluchowym na lewe ucho:
I ten wlasnie aparat musi byc podrasowany, bo w obecnym stanie nie ma sensu, abym go nosila. Dlatego tez ostatnio zwykle z niego rezygnowalam, zawierzajac sile prawego ucha czy raczej procesora, bo ucho jest przeciez gluche, slyszy jedynie procesor, przetwarza, nadaje, mózg znowu przetwarza, i slysze, a nawet slyszane rozumiem ;)
Rondo ma to do siebie, ze ucho ma sie wolne, nic na nim nie wisi, i niektórzy tylko przez to decyduja sie na ten procesor, Single Unit. Ja go nosze jako gadzet, i na szybko, ale drugiego tamiego dodatkowo nie dostane, wiec decyduje sie na tradycyjny, jak wyzej. Dlaczego? Bo mi nie przeszkadza nic wiszace na uchu, nie koliduje mi to z okularami, nie robi odcisków, a mikrofon ma tak ulozony, ze praktycznie moge normalnie telefonowac, przykladajac sluchawke do ucha, bez zadnych dodatkowych technik jak np indukcja, co czyni mnie (telefonicznie) niezalezna. O ile da sie telefonowac. zalezy od czlowieka i jego glosu, jak mówi. Niektórych rozumiem w telefonie super, innych (jak np wlasnego syna) wcale. Ale nie zapominajmy, ze ja telefonuje GLUCHYM jak pien uchem, i ze w ogóle z kims moge telefonowac tym uchem/ procesorem, to caly czas jest dla mnie cudem.
Z kliniki wracalam zmeczona jak chart po polowaniu, tak mnie wymeczyli tymi testami tak i owak, tu sluch, tu rozumienie, stymulacja elektrod... do tego jeszcze te dyzury siedza mi w kosciach, bezdyskusyjnie. Ale tak sobie pomyslama, ze szkoda jednak tak bezszopingowo na prowincje wracac, a mam w Getyndze upatrzony taki fajny antykwariat z tylu C&A... Tak wiec wysiadlam kilka przystanków predzej, na rynku, i pobieglam tam tylko po to, aby pocalowac klamke i przeczytac, ze ma zmienione godziny otwarcia, a w poniedzialek i wtorek to jest zamkniety. Nosz kurde. Idac w kierunku dworca zaszlam wiec do innego, mniej lubianego, bo nie takiego ciekawego i zagadkowego, antykwariatu czy raczej punktu sprzedazy ksiazek róznych, i nawet sie zaspokoilam lekturowo.
Pomijajac fakt,ze z poprzedniej wizyty leza jeszcze 2 ksiazki nie przeczytane, ale tutaj mam jak z welna, lezy i jesc nie woola, a ladna byla... ;) Tak samo z ksiazkami. Przeczytam, jak tylko czas znajde ;)
Migawki z podrózy.
Na koniec- cekawy rozwój akcji ze sprzedaza dzialki i tymi rurami- mam stara umowe, spisana miedzy poprzednia wlascicielka mojego domu, a ojcem Marcusa, i tesciem obecnej wlascicielki tego drugiego domu, których to obu domów rury kanalizacyjne ida przez mój ogród- a wiec w grudniu 1966 Erna pozwolila te rury pociagnac, pod warunkiem, ze nie zagroza ewentualnej budowie, i przy planowanej takowej, musza byc te rury... przeniesione w inne miejsce :D przez wlascicieli rur, oczywiscie. To bylo w sumie jasne jak slonce, przeciez glupiemu powiedziec, mam dzialke budowlana, i nie moglabym na niej budowac, bo tam sasiedzka kanalizacja jest? No wlasnie. To sie Markus zdziwi, i jak przyslowie mówi, chytry dwa razy traci. chcial dzialke za bezcen, teraz zaplaci i z 3x tyle, jak bedzie musial z rurami sie zwijac i przenosic je na wlasna ulice, gleboko trzeba tam kopac, bo dom na skarpie. Wtedy, znaczy w 1963 roku, jak te dwa domy byly budowane, ulica nie miala wlasnej kanalizacji, ta doszla dopiero pózniej, gdy ludzie dalej zabudowywali. I jest jak jest z ta umowa, mieli po prostu przez 53 lata szczescie, ze nic nie musieli robic, bo nikt nie chcial dzialkisprzedawac i na niej budowac, a teraz sytuacja sie zmienia. Wiadomosc o takiej umowie oczywiscie przekazalam maklerowi, a on stwierdzil, ze to bardzo pozytywna wiadomosc, dla mnie, dla sasiadów mniej i kosztowna ;)

nie pojmuję, jak działa to twoje trzecie ucho, ale jestem pod wrażeniem, że ktoś to wymyślił!
OdpowiedzUsuńO, wymyslil to doktor Graeme Clark, australijski laryngolog, rocznik 1935. Bardzo mu lezaly nasercu gluche dzieci... swój wynalazek wypróbowal w roku 1978, na doroslym pacjencie, który nagle ogluchl. Kilka lat badan, osiagniec, zagadek, czasami porazek... a jednak od polowy lat 80- tych gluche dzieci mialy szanse na sluch.
Usuńhttps://www.youtube.com/watch?v=E4d2UMhP1Ao
:))
Cud, naprawdę cud. A jeszcze większy, że to można dostosować, poprawić działanie, życie uprzyjemnić i ułatwić.
OdpowiedzUsuńUmozliwic przede wszystkim, umozliwic mniej wiecej normalne zycie. W swoim czasie bylam mniej wiecej 2 tygodnie kompletnie glucha. Po operacji lewego strzemiaczka, jeszcz enie slyszalam, a podczas pobytu w klinice, padlo mi kompletnie prawe ucho. Porozumiewalam sie z personelem szpitalnym poprzez pisanie karteczek, i nawet do domu nie moglam sobie zadzwonic. Czytalam ksiazki i myslalam, co to bedzie dalej, czy ja jeszcz ekiedys wróce do pracy, i czy przynajmniej na lewe ucho cos uslysze. Udsalo sie z tym lewym, a prawe po kilku tygodniach tez sie nieco zregenerowalo, i po otrzymaniu na niego silnego aparatu sluchowego, nawet niezle dzialalo, az znowu padlo, i skonczylo sie wlasnie implantowaniem, na szczescie z powodzeniem. Ale co przezylam, co za mysli mialam, to moje bylo.
UsuńA ja się uśmiechnęłam przy wzmiance o sąsiedzie. A to przechytrzyć chciał i- nie wyszło! :)))
OdpowiedzUsuńJa tez, wiem, niedobra jestem, oj niedobra! :D
Usuń"Nie wiem, co ich w tych szkolach i na uniwersytetach uczą" nawet nie wiesz ile razy ja sobie to pytania zadają, kiedy rozmawiam ze swoimi dziećmi;).
OdpowiedzUsuńTeraz takie czasy, ze wiedza ogólna idzie w kąt, a w koło sami "specjaliści" od wkręcania żarówek;)))
ps. dobrze, ze chytrym ludziom los czasem pokaże figę;))).