poniedziałek, 31 marca 2025

Urlop

Wykaraskałam się z wirusów, te 2 tygodnie zwolnienia byly na to faktycznie konieczne, nowa lekarka miała rację. Mam uczucie, że dobrze do niej trafiłam, jest wedle mojego odczucia tak samo dobra, jak "mój" Kazach w Eschershausen. 

W każdym razie, od tygodnia test na wirusy był negatywny, ale kichałam, smarkałam i kaszlałam jeszcze całkiem do rzeczy. Od 3 dni i z tym spokój. 

Teraz mam 2 tygodnie urlopu, taki domowy urlop, wiadomo co znaczy, ale będę też wypoczywac. Dużo czytać. Robić na drutach, z poncza zostały mi 2 motki, bo 3 wystarczylu, nie wiem, jak oni to liczyli, definitywnie za dużo, ale welenka miła, to będzie z reszty fajny szal czy chusta dookoła szyi. 

W tym momencie siedzę u lekarki, dostaję zaraz holter ciśnieniowy, jutro oddaje plus ergometr. Z ciśnieniem tętniczym  to mam tak, że od jakichś 15, 20 lat biorę homeopatycznaą dawkę Bizoprololu, 2,5 miligrama raz dziennie, rano. Jako nastolatka miałam podwyższone ciśnienie, które samo się unormowało, a potem znowu jakoś podpadłam ciśnieniowo podczas wizyt u rodzinnego i przy obligatoryjnych pomiarach. Aktualnie i od wielu lat mam raczej niskie ciśnienie, ale tabletkę mam brać, żeby takie pozostało. Także z powodu genetycznego, moja mama od wczesnej młodości miała nadciśnienie, i na koniec Morbus Binswanger,  co było katastrofalne w skutkach. Odstawienia tego Bizoprololu odradzał mi i Kazach, i ci nowi tutaj. Tak więc, dam teraz to przetestować, przejadę na rowerku i zobaczymy, co wyjdzie, dobrze, że kolanem dam radę. 

Wczoraj wieczorem bylismy w kinie, ja, Arleta, Jola, i Tobi, bo jednak zdążył na czas z zebrania kolejarzy w Breitengüssbach,  co mnie ucieszyło, ponieważ film, na który się wybierałyśmy, "Heldin", czyli Bohaterka, produkcja szwajcarska, pokazała jeden popołudniowy dyżur Florii, pielęgniarki na onkologii. Tak bez upiększeń, i tak jak dyżury w szpitalu przebiegają. Od pełnego pampersa starszej pani i placków przed łóżkiem. Ze wszystkimi pacjentami, pytającymi o wszystko, a najczęściej o to, kiedy zjawi się u nich lekarz, który akurat jest na izbie przyjęć albo stoi przy stole operacyjnym. Telefony różnych ludzi, pytających o sorry, pierdoły, szukających zaginionych majtek mamy i innych okularów do czytania  po wypisie. Naokoło dzwoniący telefon w kieszeni, nowi pacjenci, przygotowanie do tomografii, transport na blok op i z powrotem, w międzyczasie zgon, ale reanimacja, bo nie ma testamentu pacjenta i rozporządzenia, wyprawa do piwnicy/ patologia, bardzo dręczącą rodzina, problemy z życia pacjentów,  a także, co będzie ze starym psem, jak umrę-  starszy pan ma nowotwora i wie, że ma niedużo czasu. 

Arleta i Jolka z grubsza temat znają, a Tobi był wstrząśnięty. Co prawda wie z moich opowiadań, jak drzewiej bywało, jak ja sama z 45 a czasami i więcej pacjentów, w tym świeżo operowani i oczywiście nowoprzyjęcia całą noc. Do dzisiaj mam ten "rachunek sumienia", przedstawiony nowemu szefowi. 10 godzin dyżuru, 48 pacjentów. 600 minut podzielić przez 48 (a częściej i więcej pacjentów) wynosi 12,5. MINUT dla JEDNEGO pacjenta, przez cały dyżur,  na WSZYSTKO, co związane z tym pacjentem i jego pielęgnacją.  Oczywiście z tych 12,5 minut od łebka odbieram kazdemu czas na właśnie nowoprzyjętych i inne prace. I mam 45 minut przerwy, którą poświęcam na pracę, ale zyskuję przez to akurat niecałą minutę, dokładnie 56,25 sekund dla każdego, więc w sumie nie opłaci się poświęcać przerwy, bo nic nie nadgonię, ale i tak nie mam szans na przerwę,  więc... 

Przekazanie dyżuru następnej, rannej szychcie, to 15 minut. 15÷ 48= 18,75 sekund. Tyle czasu mam teoretycznie na przekazanie pacjenta ustnie w ramach raportu. Idzie? Musi. 

0

W ciągu kilku dni przywrócono na oddziale starą metodę bycia we dwoje na nocnych dyżurach, co nie było luksusem. 

O czymś podobnym jest Bohaterka. Polecam. 



5 komentarzy:

  1. O matko, aż zadyszki dostałam, a jeszcze pacjenci pewnie mają pretensje, że coś za długo trwa lub nie chcesz pogadać... po takich dyżurach musiałabyś mieć podwójny urlop!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jotko, ja zawsze mówiłam, że nie muszę chodzić ani do kina, ani do cyrku, ani do teatru, bo to wszystko miałam w pracy za darmo, a dodatkowo jogging.

      Usuń
  2. Pamiętam, jaka byłaś zagoniona i sfrustrowana. A po dyżurze czekała w domu mama z jej Biswangerem… Mircia dała Ci wtedy trochę oddechu przez spacery.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie da się ukryć, że praca pielęgniarek i lekarzy jest szalenie ciężka i to nie tylko w sensie fizycznym ale i psychicznym, bo jak mawiał mój znajomy lekarz - śmierć stoi tuż za plecami i tylko czeka na najmniejszą pomyłkę. Jestem zawsze pełna podziwu i szacunku dla pielęgniarek i lekarzy, bo nie da się ukryć, że pacjenci aniołami nie są.

    OdpowiedzUsuń