piątek, 6 marca 2026

172. Sniadanie, Mirka i dyżur

Śniadanie w Seehof w środę rano było piękne. Nietania sprawa, ale raz na jakiś czas, czemu nie... świat wariuje,  nie wiem, co będzie za tydzień, miesiąc, rok, a tego czasu z koleżankami, śniadania w tym miejscu, atmosfery i rozmów,  nikt nie zabierze. Notabene w to rano ceny paliwa przekroczyły dobrze 2 euro, a gdzie niegdzie i po 2,30 było. W tym samym czasie w czeskim Sokolovie diesel po 1,35. Czesi mają wojnę widocznie w głębokim poważaniu,  gdy w tym czasie w Niemczech komu wolno, ten szybko dorabia się na njusach. Ponoć sprawa ma się zająć Niezmiernie Ważny Tutaj Urząd o nazwie Kartellamt. 

Ale powracając do śniadania...




... było nas 13, na koniec kelnerka nas pstryknęła. Tyle siły roboczej zabrakło w ten dzien w pracy ku zgryzocie kanclerza i potępianego przez niego lifestyle- Teilzeit, czyli pracowania na część etatu w celu nie zaharowania się na śmierć na całym, w celu miewania czasu dla siebie i własnych interesów, a nawet nicrobienia. 

Dzień wcześniej byliśmy z Mirką u weta, wyniki są takie sobie, znaczy nie najgorsze, ale ma chronicznie z trzustką, więc dieta i wspomaganie lekiem. Idzie przeżyć, poza tym psica robi wrażenie zdrowej jak koń, biega jak młoda,  nic ją nie boli, więc lecimy dalej jak od listopada. 

Po miłych dwóch wolnych dniach- przy czym wolne u mnie to takie raczej umowne, bo w domu nie leżę i nie pachnę,  poszłam dzisiaj znaczy w czwartek do pracy. Trafiłam na chirurgię brzuszną, i sądny dzień przy 10 pacjentach. Do tego wszystkiego nie było pani z serwisu, więc doszło jeszcze rozdanie kolacji pacjentom. Jako, że pięciu dzisiaj operowanych, wiele kolacji nie musiałam rozdać 😉 

Lubię moje długie dyżury do dziesiątej wieczorem, bo w takim cyrku mogę spokojnie wieczorem zrobić obchód, przekazać pacjentów nocnej zmianie, a po tym mam jeszcze półtorej godziny na dokumentację tego wszystkiego, przejrzenie nowych ordynacji, wklikanie do kompa boli, wenflonow, cewników i co tam jeszcze, i zagrupowanie pacjentów. 

W środę wieczorem na Arte leciał "Katyń" z 2007 roku, i obejrzeliśmy. Tobim film bardzo wstrząsnął. 

Nie mamy polskiej telewizji ani nic innego płatnego w sensie Netflixa, ja w sumie rzadko przed telewizorem siedzę, bo niby kiedy? Dlatego takie filmowe niespodzianki chętnie widzę i pomimo, że 19 lat stare, dla mnie film był nowy. 

Notabene aktualnie czytam znaną mi do tej pory  jedynie ze słyszenia książkę Fleszarowej- Muskat "Kochankowie róży wiatrów". Arleta akurat sprzątała gruntownie, i dojrzałam u niej na półce. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz