nadejszła ta chwila, pojechałam z samego ranka na targi wełny do Hirschaid, z Gundi. Z tą Gundi, o której pisałam w styczniu. Zanim rozwiedziony, to owdowiala druga żona nielubianego kuzyna Tobiego. Gundi jest wspaniałą babką, i duuużo wełny przerabia, poza tym szyje. Mieszkamy dosłownie 20 kilometrów od siebie, i jakoś niedołężnie nam ten kontakt się układa, no kurczę blade, pora to zmienić, pomimo pracy i tysiąca spraw na glowie z mojej strony. Gundi ma 64 lata i jest wcześniejszą emerytką.
Tak więc przybyła do mnie rano z żelami różnej maści, takimi do smarowania na chleb, likierem z magnolii i topinamburem do przegryzienia. Poznała się z Mirką. Porozmawiała z Tobim, po czym ruszyłyśmy do Hirschaid.
Targ odbywał się w hali sportowej, czyli nie był powierzchniowo duży, ale towaru było sporo.
Ciekawy kubraczek. Zwracałam uwagę na własnoręcznie dzierganie części garderoby.
Bobbels. Idealbe na szale i chusty. Niestety nie przyjęły się te składające się z jednego dużego bobka i takich samych dwóch mniejszych, idealne do zrobienia z nich swetra z takimi samymi rękawami, na przykład raglanem czy z okrągłym karczkiem.
To bardzo specjalny sweter, ganseys, dziergany z angielskiej wełny dla angielskich rybaków, wszystko w nim przemyślane, np te kliny pod pachami, czy gładko na brzuchu, gdzie najczęściej soe przeciera- aby zreparowanie było latwe. Sweter dzierga pan nazywający się www.neadle-bear.com; cena zapierająca.
9
Płaszczyk wróżki. Przepis na niego pani miała na metce z boku.
Tutejsza wełna frankońska. Świetna na swetry, na skarpety raczej nie.
Przewijanie wełny z pasem na bobki.
Ta pani nie zdążyła chyba jeszcze sobie udziergać skarpet, bo latała na bosaka.
Różne znaczniki do wełny,mnie zaciekawiły bardziej te raglan, bo ja czasami i od jednego oczka na rękaw zaczynałam, i wychodziło foremnie.
Gręplowanie. A z tego woreczka z niepraną jeszcze wełną pachniało jak wakacje u babci w kieleckim.
Można było usiąść na chórze, patrzeć z góry i dziergać przy tym. Mała gastronomia też była.
Tutaj Gundi bobkuje moja wełnę skarpetkową.
Wrzuciłam towar na druty, też tam nabyte; teraz dzierga się na takich pokrzywionych, bo to lepiej dla rąk. Oficjalna nazwa: Addi Crazy Snake. Przypomniało mi się, jak zaczęłam robić skarpety, bo nauczyłam się robienia pięty; po jakimś czasie moje druty były powyginane, ale dobrze leżały w dłoniach. Opowiedziałam o tym Gundi, też się śmiała, że teraz za gotowe pogięte po 9 euro obie wyłożyliśmy.
Siedzenie na balkonie, spoglądanie na wszystko z góry i dzierganie.
Odkryłam płaszczyk comodo, który dziergałam już dwa razy, z dziesięć lat temu. Taki delikatny też świetnie się prezentuje.
I jeszcze więcej kołowrotków.
I znowu piękne, własnoręcznie udziergane wdzianko.
I kręcimy te wełniane bobki. Nie posiadam tej maszyneria, ale Gundi oczywiście tak.
Tu kręci mi kolejny bobek.
Ta młoda damaucieszyla się z pokazania jej przez Gundi, jak ta maszynka działa.
Bluzeczka w kotkowe wzorki.
Tyle mojego targowego urobku dowiozłam donaszej biblioteki, bo oczywiście wracając z powrotem i odwiezieniu Gundi do domu, wstąpiłam pochwalić się. I naprawdę kupiłam tylko te dwie wełny, i te nowoczesne druty.
Jutro wyprawa do Bamberg na targi zdrowotne 😅
Świetna ekspozycja, a towar równie ciekawy, co dziergane sweterki klientów, obejrzałam w powiększeniu. Ustrojstwo do zwijania motków pomysłowe, och jak się kiedyś zwijało...
OdpowiedzUsuńTrafiłam na fajne włóczki w toruńskiej pasmanterii i w dużej promocji, ale same pojedyncze sztuki, a szkoda.
To faktycznie szkoda, ciekawe dlaczego tylko po motki, prawdopodobnie wychodzą z założenia, że tylko szale I chusty się dzierga, bądź skarpety.
UsuńJa dzisiaj jadę☺️. Motowidło (?) do przewijania wełny kupiłam na pchlim targu za 10€😏. A na YouTube - Quicktipsmaja35- jest instrukcja, jak zrobić przewijarkę do wełny z drewna
OdpowiedzUsuńI jakie wrażenia? Gundi celowała w sobotę rano, bo z doświadczenia wie, że niedziela jest ciaśniejsza, do tego dzisiaj w Hirschaid był jeszcze jarmark wiosenny.
UsuńJeden wystawca(?) mówił, że w sobotę było więcej ludzi, wczoraj można było w miarę swobodnie przejść (ok.11:00), do stoisk też można było dojść, nie musiałam stać w kolejce. Ja miałam sklep pod nosem (zamknęli do końca lutego, jeszcze w marcu mają rozbudować sklep online), tak że nowości były na bieżąco. Ogólnie podobało mi się
UsuńBluzka/sweterek w kotki można nabyć u "Maschenwunder" / raverly
OdpowiedzUsuńOjej, chyba bym na takich targach przesiedziała od rana do wieczora! I wydała masę forsy, a potem....zamartwiałabym się po diabła tyle tego kupiłam.
OdpowiedzUsuńSiła woli niezbędna na takich imprezach 😁
UsuńCoś pięknego, serce się raduje widząc takie dobroci ? Takie druty też widzialam i jak się dzierga ? Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńZ poczatku trochę dziwnie Ula, ale potem leci. Muszę jedynie jeszcze przekonać się do ich mniejszej długości, mają 15 cm, ja do tej pory nawet skarpetki dla noworodków na 20 cm dziergała.
UsuńDziękuję Lucy, moje proste druty skarpetkowe zostały z jednej strony przycięte to się lepiej robi.
UsuńBardzo ciekawe! Dla wielbicieli dziergania na drutach- coś wspaniałego!
OdpowiedzUsuńTak jest. Stwierdzam jednak, że kiedyś z dziergania, bo było potrzebne, zrobiło się dość drogie hobby.
UsuńMoja przyjaciółka przepięknie robi na szydełku, mam od niej trzy fantastyczne, kolorowe i cieniowane chusty.
OdpowiedzUsuńTo wspaniala sprawa, mieć koleżankę z takimi zdolnościami, ja na szydełku raczej noga jestem.
UsuńSuper wyprawa! Fajnie popatrzeć na panie w swoich udziergach i zainspirować się! Pozdrawiam, Maria2
OdpowiedzUsuńTo była piękna impreza, mała, ale wystarczająca. Z Dolnej Saksonii jeździłam w swoim czasie na targi kreatywne w Dortmundzie, poza wełną były też materiały do szycia, papiery, rozmaitości w jednym kawałku, nawet hala bożonarodzeniowa z cudeńkami, to też się w połowie marca odbywało.
Usuń