niedziela, 29 marca 2026

178. Nie lubię tego zmieniania czasu

Im starszym, tym bardziej wybija mnie to z orbity. 

Od jakiegoś czasu pracuje tylko popołudniowe i czasami nocne dyżury, i ustabilizował mi się sen. Znaczy, jak pracuje na noc, to nie umiem za bardzo w dzień spać, dlatego pracuję pod rząd najwyżej dwie noce, a najchętniej jedną.  Gdzie te czasy, gdy przy prawie całym etacie, pracowałam 7 nocy, i miałam po nich tydzień wolnego, i to były dobre czasy. 

Teraz budzę się bez budzika między siódmą a wpół do ósmej rano, czyli świetnie. Śniadanie, spacer z Mirką, a potem zależy od tego, czy wolny dzień, czy dyżur. 

Notabene pisanie sobie samej grafika wedle własnego widzimisię, jest cudowne. Czasami łapie się na tym, że kurczę, tu to, tam tamto, dzierganie, sporty, klub głuchych, śniadanie spotkanie, czytanie, kino... no przecież kiedyś w tym miesiącu muszę też pracować 😅 (⅔ etatu...)

Dzisiaj obudziłam się, logicznie, o wpół do dziewiątej. Organizm wie swoje. Do dwunastej wnocy, starego czasu, oglądałam program o Stalinie. A Tobi dopiero dzisiaj rano przy śniadaniu dowiedział się ode mnie, że jego syn Jakow zginął w 1943 w Sachsenhausen. 










Taki był ten tydzień,  oczywiście nie zabrakło dziergania w bibliotece. Śniegu tylko troszkę pewnej nocy popadało, za to było lekkie gradobicie fiołków. Żonkile w pełnej krasie, a pomarańczowo- zielone skarpety będą dla mnie, pasują do moich traperów, bo mam kilka planów na letnie wędrówki. Wełna z targu w Hirschaid, cena kosmiczna, ale miała być pamiątka. 

W tym tygodniu pracuje w poniedziałek i wtorek, potem w Wielki Piątek, który to dzień jest tutaj bardzo świąteczny i wolny od pracy plus wszystkie sklepy zamknięte. W Wielką Niedzielę zrobiłam sobie wolne, za to pójdę pracować w poniedziałek świąteczny, i już urlop. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz