wtorek, 21 kwietnia 2026

183. Kwietniowo

Byliśmy nieco w pobliskich podróżach. Oprócz Staffelberg w Wielką Niedzielę zaliczyliśmy nieco Turyngii, lasów, kolei, wieży, zamczyska Lauenburg i muzeum granicznego RFN- NRD; owe znajduje się na stacji kolejowej Probstzella. 




W sumie zastanawiam się, po kiego grzyba właściwie jechały te pociągi, z Berlina do Norymbergii, jak jednym i tak w sumie nie wolno było wyjeżdżać,  a drugim niechętnie, ale z powodu dewiz, pozwalano wjeżdżać.  

W roku 1980 jechałam pociągiem z Prudnika do Hanoweru, na wakacje do dziadka, w towarzystwie mamy oczywiście. Wyjazd z NRD to był cyrk na kółkach, myślałam, że rozwalą pociąg, co wszystko w nim sprawdzali, oprócz naszych bagaży, do tego te psy wzdłuż i poprzek torów. Gdzie to było- mogę tylko przypuszczać, bo tego paszportu oczywiście nie mam, wtedy zabierano z powrotem na komendę milicji, tzw. biuro paszportowe, ale w 1987 roku, bo ten paszport mam, notabene z pieczątką "do jednokrotnego przekroczenia granicy", i ostemplowano go raz w Görlitz- wjazd do NRD, i Oebisfelde, wyjazd z NRD, dalsza jazda w kierunku znowu Hanoweru. 

Notabene w Oebisfelde kilka lat żył i pracował Tobi, ale to już było 20 lat później i po zjednoczeniu Niemiec. Po "enerdowskiej" stronie domy i mieszkania były korzystniejsze, I masa ludzi z Wolfsburga/ VW tam mieszkała. 







Na pograniczu kiedyś dwóch państw niemieckich. Do dzisiaj widać, którędy biegła granica, poprzez zielone pasy, na których nic nie rosło, wolne pole do odstrzelania uciekinierów. 










Zamek Lauernburg, jeden z trzech najstarszych w Niemczech. Jest w nim kilka eksponatów, mebli, obrazów. Przechodził z rąk do rąk, podzielając los wojennego lazaretu, aktualnie należy do Bawarii jako kraju związkowego. 




Kobiece śniadanie u Świętego Piotra i Pawła, wreszcie dzisiaj dorwałam miejsce, bo babki chyba z całej diecezji się zjeżdżają. Przynajmniej tak wywnioskowałam z rozmowy przy stole. A to Itzgrund, Baunach, Hallstadt, Ützing. Zjeżdżają się nie tylko przez same jedzenie, a to też fajne było, ale przez tematy i referentów. Odbywa się to śniadanie co miesiąc w trzecim wtorek miesiąca, w marcu, jak się nie dostałam, był temat zbombardowania Zapfendorf przez Amerykanów w Wielką Niedzielę w roku 1945, 1 kwietnia, plus repeta trzy dni później. Mam okazję obejrzeć materiał fotograficzny,  wtedy przedstawiony. 

Dzisiaj była na śniadaniu pani psycholog i mówiła o strachu. Miałam szansę porozmawiać z nią po wykładzie o interesujących mnie prywatnych aspektach. 

Za miesiąc będzie o olejkach eterycznych 🙃 ale bywały i tematy żałoby, i o pracach w ogrodzie, o żabach i rybach, joga i śpiewanie kolęd, czyli praktycznie rozmaitości w jednym kawałku i ponoć zawsze ciekawe spotkania. 

Jutro znowu do pracy, koniec balu, znaczy urlopu. Czytelniczo słabo wypadłam, a tyle miałam planów i materiału do czytania... 

10 komentarzy:

  1. Piękny ten Lauernburg!
    Fajne są takie spotkania ludzi z różnych okazji, aż żałuję, że jakoś nie mam okazji na takowych bywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, pracując w szkole, ranne atrakcje są raczej niewykonalne. Ale wiesz, ja do tej pory też nie miałam okazji, czasu, a i często siły. Dopiero 2, 3 lata temu, zaczęłam zaglądać na te interkulturalne śniadania, w poprzednim miejscu zamieszkania.

      Usuń
    2. To nie muszą być śniadania, może być cokolwiek... Ale nie ma. Przynajmniej dla mnie.

      Usuń
    3. Hmmm.... Być może, coś Ci się znajdzie, gwoli hobby czy nawet choróbska. Jutro mam party z głuchymi 🦻

      Usuń
  2. Zamek cudny, moje klimaty.
    Spotkania wielce urozmaicone, poczęstunek mile widziany!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, i chyba częściej będę chodzić, wtorki mam wolne, ale to przez 2 sporty, o 14 i 18.30 😅 jak jeszcze doszło śniadanie o 9, to był bardzo wypełniony dzień, bo i Mirka swoich praw dochodzi, obiad obligatoryjnie, jakieś małe ogarnięcie domu, prasowanie też cierpliwie czekało. Za to wieczorem, po ostatnich aktywnościach w hali sportowej i wieczornym spacerku z Mirką, usiadłam przed tv i dziergałam w spokoju, bo Tobi wrócił z chłopskiego spotkania, to samo miejsce, dopiero po północy. Do tej pory nawet i makowiec upiekłam, ale o tym kiedy indziej.

      Usuń
  3. Masz historyczne pamiątki. Ważne dla przyszłych pokoleń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli paszport w jedną stronę? Wiele ludzi neguje istnienie, u mnie leżą dwa, mój i mamy.

      Usuń
  4. Pamiętam i ja przejazd z NRD do RFN, miał jechać że mną brat ale dostał odmowne , ciocia musiala jeszcze marki na drogę przysłać, potem je odzyskała.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasy były, że mało kto uwierzy, kto nie poznał i nie przeżył ich sam. Paszporty trudne do otrzymania, wizy, wymiany walut, bony jakieś na zagraniczna walutę.

      Usuń