o dwudziestym jubileuszu stowarzyszenia głuchych i niedosłyszących, który odbył się pod koniec kwietnia w Bamberg.
Balanga była przednia, odbyła się w centrum stowarzyszenia, w knajpce serwowano ciasto, napoje i przekąski, w hali sportowej były laudacja, tam też miały stanowiska i kramy firmy od słuchu, czyli produkujące implanty czy oferujące aparaty słuchowe, jak i inna technikę, z wygłuszaniem pomieszczeń włącznie.
Muzyka była bębenkowa, jasne, dla głuchatych to raczej nie flety 😅 chociaż ja osobiście lubię i słyszę także ciche, łagodne i rzewne melodie.
Do stowarzyszenia dołączyłam w marcu, po tym, jak jeszcze w zeszłym roku pojechałam do ich szkoły na teoretycznie poradę, co i jak. W marcu byłam pierwszy raz na spotkaniu, w kwietniu nie dałam rady, bo akurat w ten dzień Tobi miał urodziny, ale cały czas jestem w kontakcie mailowym z Margit Gamberoni, która jest głównodowodzącą. To jest ta starsza pani przed mikrofonem, ona stworzyła to wszystko. Jest emerytowaną nauczycielką i obustronnie implantowana, czyli kompletnie głucha.
Jakie to było wspaniałe spotkanie, tyle narodu, wszyscy świetnie się bawią, słuchają, rozmawiają, żartują... a wszyscy mniej czy bardziej czy w sumie kompletni głusi.
Psycholog z Hesji, normalnie słyszący, opowiadał o swojej pracy z niedoslyszacymi, i jakie znaczenie w życiu ma to upośledzeniami. Wiele rzeczy, które dla normalnie słyszących są tak normalne, że trudno w nich widzieć barierę dla tych innych. Jak się żyje z tym upośledzeniem prywatnie, i jak jest w różnych pracach. Dlaczego ofensywnie podchodzić do sprawy, nie ukrywać swoich niedostatecznych uszów.
Osobiście przyszła mi taka mała refleksja na myśl, w sumie niewiele lat pracy zawodowej przede mna6, ale... może warto coś poruszyć w tej kwestii? Musze rozpatrzeć się za naszą menedżerka od jakości, co kilka tygodni spotykają się nasze ścieżki. Faktem jest, że w pielęgnacji mamy praktycznie na wszystko przepisy wzmacniające jakość, a na obsługę aparatów słuchowych czy wręcz procesorów nie ma nic, podejrzewam, że jest tak w każdym "normalnym" szpitalu.
Wzięłam ze sobą trochę ulotek, gazetek i materiału do czytania, gazetka była bożonarodzeniowa, a w niej.... przepis na makowca. Pół masy jeszcze mam, tej od Arlety, a nawet jeszcze całą puszkę w piwnicy, to się będzie działo 😎









Fajnie jest mieć dokąd pójść. Stowarzyszenia, kluby, sekcje, koła itd. Chciałabym móc gdzieś się udzielać, ale nie wiem, gdzie takich rzeczy dla siebie szukać. Nie chodzi o grupy facebookowe, ale o żywych ludzi.
OdpowiedzUsuńZapytaj w bibliotece publicznej lub w domu kultury...czasami są też w tzw. lokalne grupy działania.
UsuńJakieś są, domów kultury i bibliotek u nas skolko ugodno, tylko jakoś mało wiedzy mam na ten temat. Najchętniej zapisałabym się na UTW, ale jeszcze nie mogę, za młoda jestem.
UsuńNo, tu akurat czas na korzyść działa 😉 a tak zapytam, w kierunku kotów może coś poszukasz?
UsuńLucy, przywolalas wspomnienia domu rodzinnego bo makowiec to moje ulubione ciasto i zawsze mi sie kojarzy z Polska i piciem herbaty z cytryna do niego. Mama zawsze piekla na kazde swieta. Koniecznie dzialaj bo kto jak nie TY? Aga T
OdpowiedzUsuńSuper spotkanie, makowiec musi być na BN, masę też sama przyprawiam, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńŻe też nigdy nie wpadłam na pomysł przysłania Ci masy makowej. Poprawię się! Dobrze, że jest takie stowarzyszenie. Głuchoty nie widać, a strasznie życie utrudnia i głuchemu i otoczeniu. Jesteś niesamowicie dzielna.
OdpowiedzUsuń