😉
Nie. A byłam, od soboty do niedzieli.
Tak sobie zadziwiająco ułożyłam grafik, że normalnie główkować musiałam i doszłam do wniosku, że najlepiej i najszybciej będzie, jak po dyżurze nocnym z piątku na sobotę, szybko się wyśpię, bo ze spaniem po nocy to u mnie problem, więc najpóźniej o 11 będę na nogach, co też się stało. Torbę i prezenty miałam już spakowane, więc jeszcze tylko szybko zatankowałam, żeby było przed dwunastą, bo wtedy ceny paliwa szybują w górę, i razem z dzwonami kościelnymi ruszyłam w kierunku Moosburg an der Isar. Ponad 200 km, trzy trasy do wyboru, miałam wziąć tę wschodnią.
Krótko po wpół do trzeciej byłam na miejscu.
Przez 27 godzin tam pobytu, na rękach miałam ją co najmniej 15 godzin.
Łypała na mnie półotwartym okiem, a jak zaczynała być niespokojna, śpiewałam jej o królu, paziu i królewnie, i o Cyganach, którzy to my pędzimy razem z wiatrem.
Ale jednym z prezentów były kropelki Sab Simplex, tak na wszelki wypadek.
Dziewuszka ma siłę jak nie wiem co. Dlatego też ma taki apetyt.
Nie lubi być nieprzytulana, i woli być niesiona na rękach niż być wożona w wózku. No to ją nioslam w sobotę wieczorem przez Moosburg, a Sol obok pchała sobie wózek.
Skarpetki, ocieplacze na nadgarstki i kocyki chętnie zostały przyjęte i są w użytku, nawet te granatowe rajtuzki pasowały 🙃 jeszcze.
W niedzielę wieczorem o 18 wyjechałam, pojechałam dziewiątka, przez Nürnberg i Erlangen, jak na niedzielę o tej porze było spokojnie. Dwie przerwy, o 20.45 byłam z powrotem.
Jeszcze w Moosburg dotarła do mnie wiadomość o śmierci, nagłej i niespodziewanej, szefa geriatrii, na której aktualnie pracuję. Miał jakoś 65, 66 lat.
Wczoraj przy wejściu do szpitala na dyżur nie mogłam się wkliknąć w system, widocznie zapomniałam check out w sobotę rano, ale juz mi biuro personalne manualnie naprawiło ustalenia i jutro będzie wszystko ok, bo mam znowu dyżur.
Poza tym, upały.






Sab Simplex - nie wiem co bym bez nich przy drugim dziecku zrobiła... a Malusia fajna, wszystkiego najlepszego dla was wszystkich 😘
OdpowiedzUsuńWysyłałam już i do Polski, świetny wynalazek i jak oszczędza nerwy I zdrowie otoczenia oseska 🙃
UsuńO matko, ale wyprawa, babcie to jednak mają moc!
OdpowiedzUsuńA zapach takiej kruszyny słodki i niezapomniany!
Chciałam ja koniecznie poznać jako jeszcze noworodka z chudymi kończynami. Bo rośnie niemożebnie.
UsuńCudnie, babcia nosiła na rękach a potem Sol będzie miała problem, ja też taka bylam ,prawo babci , to najfajniejsze dzieci ,słodkie.Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńSame ja noszą, to nie nauczyłam noszenia 😍 jak przyjechałam to akurat spała, kazali mimo tego brać na ręce, ale cierpliwie odczekałam do pierwszego kwęku.
UsuńPrzeurocze dzieciątko! Oby żyło w dobrym zdrowiu i babcia też :)
OdpowiedzUsuńDziękuję ślicznie!
UsuńCudowności Fionka! Zazdroszczę Ci .❤️
OdpowiedzUsuńDziękuję za komplement i rozumiem 😉
UsuńKruszynka Prześliczna! Niech się Maleńkiej darzy w życiu jak najwięcej!!! Anabell.
OdpowiedzUsuńDziękuję Anabell!
UsuńBabciowanie jest wspaniałe! Najlepszego dla całej rodzinki!
OdpowiedzUsuńI kupowanie fatałaszków też jest fajne 😉 dziękujemy za życzenia!
UsuńBoszszsz, jak ja Ci zazdroszczę, nie dość że wnuczę, to jeszcze dziewczynka!
OdpowiedzUsuńŻe dziewuszka, to wszyscy się cieszymy bardzo!
UsuńLucy, cudnie! Że dziewuszka, że pojechałaś i się nacieszyłaś szkrabusią, że się wspaniale chowa ♥️
UsuńTrochę rozdarta dziewuszka, ale powinno jej przejść 😉 było świetnie!
Usuń