Dinner for one
Czyli mój samotny sobotni obiad, pod wieczór, bo dzien mialam zajety. Jak w poprzednim poscie w komentarzu napisalam, faktycznie chce mi sie dla siebie samej gotowac, bo po pierwsze lubie dobrze zjesc, po drugie uwazam jedzenie za wazna czesc zycia, a po trzecie, jestem siebie warta tego, ze sobie sama dla siebie jednej gotuje. Tobi w sobote byl bowiem na wedrówce, pod wieczór cala grupa poszla do lokalu w srodku lasu na kolacje, a ja w tym czasie wlasnie celebrowalam mój dinner for one. Jak widac, nic szczególnego, dwa pieczone ziemiaki, dwa wolowe burgery, pokrajany kwasny ogórek i reszta wczorajszej salatki. Cud to zadny ani na kolana nie powala, ale moje wlasne jedzenie :))
Z tym gotowaniem takze dla siebe samej, dla jednej osoby, nauczylam sie od swietej pamieci Liesy, która miala cukrzyce, i musiala zwracac uwage na regularne i konkretne posilki. Od niej przejelam tez forme gotowania "normalnych porcji", czyli na przyklad na dwoje, troje (mieso zwykle jest tak pakowane), z czego mozna zjesc normalna jedna porcje, a reszte gulaszu czy czegos innego zamrozic, a za kilka dni, w razie potrzeby i braku czasu, odmrozic, dogotowac cokolwiek, ziemniaki, ryz czy makaron, i z malym nakladem pracy ma sie kolejny gotowy i konkretny obiad.
Lece do pracy. Mam od dzisiaj do srody trzy dyzury, bede sie nimi napawac, mam nadzieje, ze nie za bardzo ;) bo to sa ostatnie przed operacja, po której wycofuje sie z obiegu na kilkanascie tygodni, czyli kilka miesiecy.

Fajny i smakowity obiadek, u mnie ostatnio metoda sloikowa, jakoś za dużo zupy mi się ugotuje to na gorąco do sloika a jak ostygnie to do lodówki a mięso też zamrazam bo za dużo a potem jak znalazł.Smacznego .Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJa bym mogła na okrągło jeść zupy. Gęste od warzyw! No i makaron własnej roboty, z gęstymi od warzyw sosami. Mogę nawet cały miesiąc nie zjeść mięsa, ale ryby z rusztu jak najbardziej - z furą sałaty!8
OdpowiedzUsuńTo ja- anabell a nie anonim. A mnie ostatnio wcale jakoś jedzenie nie idzie- bardzo często zupełnie zapominam o czymś takim jak obiad. Najczęściej to po prostu zjem zamiast obiadu 2 banany+ 2 jabłka i jestem prze-szczęśliwa. Albo sobie upichcę biust kurczaka zamarynowany w musztardzie z miodem. Jestem z racji Hashimoto bezglutenowa, więc najczęściej robię to co nie wymaga ode mnie zastanawiania się czy aby na pewno rzecz jest bezglutenowa. Poza tym ostatnio jakoś na nic nie mam ochoty - najchętniej to bym calutką zimę przespała. No a jeśli już coś gotuję to nigdy tylko jedną porcję. No właśnie-zamrażam "na zaś". Serdeczności;)
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię dobrze. Ja co prawda nie zawsze tak robię, ale mialam kiedyś koleżankę w pracy. Singielkę , jak to się teraz nazywa, a kiedyś mówiło się elegancko " niezamężna". Otóż gdy my dla odmiany w związkach rodzimych leciałysmy z ozorem na wierzchu, bo mąż, bo dzieci, bo obiad. Ona też, bo obiad.
OdpowiedzUsuńNa pytanie jednej koleżanki: chce ci się dla siebie jednej gotować? - Usłyszałyśmy:
- A co jak jestem sama, to mam obiadu nie jeść. I ona gotowała dla siebie: zupę drugie danie i deser.
Nigdy tego nie zapomnę. I miała rację.
I gotowała doskonale.
A proste dania są najsmaczniejsze.
Serdecznoscim