Dzisiaj na spacerze Mirkę ugryzł dog argentyński, który sobie bez smyczy latał po polach i wcale nie słuchał swoich ludzi.
Mirka już oczywiscie chirurgicznie opatrzona, 3 rany na przedniej lewej łapce sklamowane, na szyi ma siniaka.
Znowu czas t- szirtowy, tym razem z doszytym rękawkiem, z moich skarpetek na szybko sklecony.
Jutro wizyta u naszego domowego weta, bo dzisiaj bylismy na ostrym dyżurze w mieście powiatowym.
377 euro na dzień dobry, a to jeszcze nie koniec rachunku, bo dojdą leki i usunięcie klamerek. Pan od doga byl po południu u nas, za rachunki zwróci, bez ubezpieczenia, a mi się zdaje, dlaczego.
Notabene w naszej Dolnej Saksonii jest obowiązek ubezpieczenia psa w sensie OC, ja za Mirkę place 105 euro rocznie. Jakby narozrabiała właśnie.
Reszta bluzeczek z doszytymi skarpetkowymi rękawami. Mam nadzieję, że starczy, i obędzie się bez abażura na psim łebku.


No coś takiego, bidulka Mirka .Straszne przeżycie.Zdrowka dla psinki.pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńZawsze mówię, że to właściciel jest winien. Dobrze chociaż, że część kosztów poniesie. Niech zdrowieje psina. Uściski
OdpowiedzUsuńBBM: Biedulka!A takiego agresywnego psa powinno się na smyczy wyprowadzać.
OdpowiedzUsuńOjej, biedne jesteście obie- ona bo ugryziona, Ty-bo nerwy przed pójściem do szpitala! A facet to chyba powinien zapłacić jakąś karę, dog to groźny pies i chyba nie powinien latać bez smyczy.Serdeczności posyłam- anabell
OdpowiedzUsuń