O 11 termin u naszego weta.
I inne domowe terminy, ja jutro przed południem do szpitala, na badanie krwi, ekg i resztę przed operacją w czwartek, Tobi do laryngologa dzisiaj, do neurologa w środę. Jako, że nie wiedziałam wczoraj, co z resztą niedzieli zrobić, wyprałam moje ufajdane krwią ciuchy, włącznie z kurtką, a potem pościel, bo też była do zmiany. Mam nadzieję, że moje 3 dni jeszcze w domu, będą już spokojne.


Uff! Czyli idzie ku dobremu u TWEJ Psinki!
OdpowiedzUsuńZatem Tobie życzę spokojności! Aaaa, jeszcze kciuki będę trzymać aby wszystko się dobrze skończyło!
Mirka dobrze zniosła noc to dobry znak.Trzymam kciuki za badania i zabieg.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńDziękujemy za kciuki. Wizyta u weta była pomyślna. Rany wyglądają dobrze, są suche. I co też ważne, nie ma wielkiego siniaka na szyi, bo to tez mógłby być problem, "jajko" praktycznie nie wchłania się i trzeba by operować, jak u ludzi. Na szczęście u niej tylko powierzchownie. Dostala dalej antybiotyk,na w sumie 7 dni, I syrop przeciwbólowy. I wrzeszczy za żarciem, to dobry znak.
OdpowiedzUsuńOby bylo, duzo masz tego na swoich barkach.
OdpowiedzUsuńNo to szczęście w nieszczęściu, że już jest lepiej. Przytulaski dla Ciebie a "głaski" dla biednej psinki. Trzymajcie się, anabell.
OdpowiedzUsuńZdrowia dla wszystkich! BBM
OdpowiedzUsuń