trzeci adwentowy weekend. Czwarty spędzimy w Górach Kruszczowych, czy Rudawach, specjalnie na translator wrzuciłam 🙃 Erzgebirge. Ale o tym będzie po fakcie.
Mój tydzień wolny i urlopowy wygląda oczywiście tak, że najpierw praca, a potem przyjemności. Do tych zaliczyłam oczywiście bibliotekę, dzierganiowo i książkowo.
Tym razem towarzyszył mi Misiu. Takie ma imię- nieimię od 58 lat.
Chodziło o to, że kiedyś, ucząc się raglanu od góry, zrobiłam konkretną próbkę, włącznie ze skróconymi rzędami na przodzie, a że ten zalążek sweterka pasował Misiowi jak ulał, to od tej pory ma takie ubranko.
Babeczki bowiem chcą się nauczyć i poćwiczyć raglan,doceniając jego zalety (nie trzeba nic zszywać, dzierga się z mniejszym zapotrzebowaniem na włóczkę).
Ja zaczęłam i skończylam te japońskie mitenki, wzór na górnym zdjęciu, i pożyczyłam tę ogromną knigę, ponad 800 stron. Twillight Stephenie Meyer, tym razem pisany pod kątem Edwarda, jak on to widział/ przeżył. Normalnie nie lubię "dopisywanych" książek, tak jak Filary Ziemi czy Medicus były szałowe, to kolejne części raczej miękkie. Pomijając wszelkie dalsze losy Scarlett O'Hara. Saga o wampirach jednakże tak mnie wtedy wciągnęła, jako książki i filmy, że zdecydowałam się poczytać wersję Edwarda 🙃
W międzyczasie przeczytałam dwie książki Sławka Gortycha o karnkonoskich schroniskach, czyli pierwszą i drugą część sagi. Jestem zachwycona i polecam te książki.
W niedzielę wieczorem poszliśmy ma koncert do naszego parafialnego kościoła katolickiego. Piękna muzyka, mało kościelnej, za to nawet filmowa z Kevina samego w domu.
Po kościele obligatoryjny grzaniec i ciasteczka pod kościołem.
Dzisiaj wybrałam się do Bamberg z misją, jakiś czas temu przeczytałam notatkę w gazecie, że istnieje taki klub, grupa wspomagająca i szkoła dla głuchych i niedosłyszących. Ja nadal jestem członkiem stowarzyszenia w Dolnej Saksonii, a to już przeszłość. Po Nowym Roku wezmę się za zmianę przynależności terenowej.
Ok, teraz do tych "japońskich " mitenek.
Rozpiska prosta jak drut. Nabiera się na 4 druty skarpetkowe określoną liczbę oczek. Im grubsza welna i grubsze druty, tym mniej oczek. W przypadku wełny skarpetkowej, gdzie 10 deko to 420 metry, nabrałam na każdy drut 42 oczka, czyli w sumie 168 oczek. Przerobić jeden rządek, a po tym w każdym rzędzie, na każdym drucie, ostatnie 2 oczka razem przerabiać, aż zostanie się po 5 oczek na każdym, czyli razem 20, i to jest kciuk. Dziergać na żądaną wysokość, u mnie to 18- 20 rzędów, zakończyć. I ma się przed sobą takie dziwne coś z jakby kominem. Złożyć na pół, i zszyć od rogu do rogu. Gotowe.















Sympatyczne ciekawostki, także ta o misiu. W bibliotece tez miałam misia, którego zabierałam na zajęcia z dziećmi, mis nosił druciane okulary.
OdpowiedzUsuńW dzierganiu jesteś zaawansowana! marzę o tym by nauczyć się robić sweter od góry w całości, ale tego liczenia tyle...
Dobrego świątecznego nastroju!
Jotka, jak zrozumiesz podstawę, to potem leci. Cała sztuka to rozliczenie oczek. Każdy ma inaczej. Ja np rękawy zaczynałam i z jednego oczka. Aktualny z ośmiu. Jak wydziergałam jeden taki sweterek i pasuje, to resztę dasz radę beż problemu, po prostu dopasowujesz przykładaniem robótki.
UsuńDziękuję i nawzajem życzę ❄️
Oryginalne te mitenki.
OdpowiedzUsuńWydawało mi się skomplikowane dzierganie, widząc gotowe, a to takie proste jak drut, na wieczór telewizyjny robótka.
UsuńPierwszy raz widzę takie mitenki- wszystkie które dotąd widziałam były pięciopalcowe i sięgały do 3/4 wysokości (długości) każdego palca. Muszę to przemyśleć.
OdpowiedzUsuńNormalnie robię też inaczej, ale nie rozdzielam palców, tylko kciuk z klinem. Jest trochę uważania i liczenia, także, aby obie były takie same, znaczy symetryczne, a te są proste jak budowa cepa, nie da rady się pomylić.
UsuńDobry wieczór. Zastanawiam się w temacie mitenek. Gdyby tak zacząć od kciuka, a potem oczka dodawać? Wtedy można by dopasować do grubości dłoni. Chyba że się mylę. Pozdrawiam z Katowic.
OdpowiedzUsuńTo też jest dobry pomysł, istnieje też sposób dziergania skarpet "od palcow" 👍
Usuń