- Powiedz, jak tam właściwie się pracuje, na geriatrii?
- Dyplomatycznie ci odpowiem. Oddział mały, kameralny, można by się na serio fajnie pracowo ustawić.
- Ale same sobie pracę wymyślają?
- Ot co.
W środę miałam wolne, Tobi był w drodze, ja ogarnęłam chałupę, psa, dałam na szybko przejrzeć i naprawić jakiś uchwyt przy rurze wydechowej mojego auta, przejrzałam moje ciuchy i inne klamoty, część spakowałam do kontenera, część do śmietnika, a co dobre było, zawiozłam do ShareCafe, gdzie umówiłam się z Arletą, która po dziurki w nosie miała obóz, Arabów i świerzb. Bite dwie godziny sączyliśmy tam kawę. Oczywiście nie odbyło się bez telefonu z obozu, skąd akurat dzwonił jakiś Khaled. Zadziwia mnie, jak Arleta w międzyczasie swobodnie mówi po arabsku.
Umówiłyśmy się na poniedziałek wieczór na film o księdzu Kaczkowskim u niej na kanapie. Przyniosę ciasto bananowe.
W czwartek mieliśmy święto Wniebowstąpienia, pracowałam na rano, a w piątek, czyli wczoraj, po południu, i był to pierwszy kompletnie spokojny dyżur, jakie baaardzo rzadko zdarzają się na internie. Wystartowałam z 6 pacjentami, z czego dwoje jeszcze przed kolacja zostało wypisanych, I uwaga wielka, do godziny 15!!! oba wypisy były gotowe, wydrukowane i podpisane. Jedna pani została odebrana przez neta, a druga przez sanitariuszy Joannitów, którzy z kolei mało władali językiem niemieckim, i w sumie ciekawe, gdzie staruszkę powieźli... Tak więc pozostała mi czwórką do wyżycia się nakomputerze, miałam czas na przejrzenie i uzupełnienie dosłownie wszystkiego. U koleżanki zmarł pacjent, którym zajmowałam się w poniedziałek i wtorek, pomogłam jej przetransportować go do chłodni.
To już po fakcie i nie w pokoju. Geriatria ma białą serwetkę.
Dzisiaj mam wolne i dość intensywny dzień, pranie, składanie, prasowanie, obiad, coś tam jeszcze w ogródku przed domem wyciąć, w moim aucie odkurzyć, czas mi zleciał. Po południu zachciało mi się pójść, pojechać gdzieś. Najpierw zatankować auto. Na stacji benzynowej spotkałam ordynatora. Zadumalismy się nad niestety nieżywym, leżącym tam jelonkiem rogaczem, bez rogów.
Ordynator doradził mi wyruszyć z Mirką w kierunku zamku, czyli Giechburg, który widzę w drodze do pracy, co uznałam za dobry pomysł, posiedzieć tam gdzieś w cieniu, poczytać gazetę.... taa.
Posiedziałam, ale nie poczytałam. Najpierw podeszła starsza para, względem Mirki, że fajna, a pewnie już starsza? Ano, I przygłucha, ale skacze jak młoda. Potem przyszło dwoje dzieci, czy mogłabym sfotografować ich grupę. A ile was jest? 8, albo 9, bo i niemowlak, acha, to nie wiem, jak to się liczy 🙃 sfotografowałam w dwóch miejscach. Po nich przyszła młoda para, z małym chłopcem, zachwyconym pieskiem; mama była w wysokiej ciąży. W sumie na zamku było nieco ruchu.
Pojechałyśmy z powrotem przez Zeckendorf, czyli Wioskę Kleszczy, bardzo na uboczu, i taki ma dojazd:
Gazetę poczytałam teraz, na leżaku w ogródku. Zaczęło się, znam bądź znałam, zmarłych na ostatniej stronie.
Jutro mam na rano do pracy.

























Najpiękniejszy był widok na Mirkę :)
OdpowiedzUsuńOna chyba nawet lubi się fotografować, zdaje mi się.
UsuńAle co u ciebie??
Okrąglutka ta Twoja psinka i bardzo fajna! No chyba zawsze na internie jest sporo pracy, ale jak mnie zapewniała znajoma pielęgniarka to małe piwo w porównaniu do tego co się dzieje w szpitalu kardiologicznym, a najbardziej męczące to dyżury na sali pooperacyjnej, gdy leży kilu pacjentów po operacji na otwartym sercu.
OdpowiedzUsuńNa pewno, ale tam jest ktoś, kogo ja w razie czegoś najpierw jakoś musze dorwac- lekarz. Przynajmniej tego normalnego oddziałowego stresu tam nie mają, bo anestezjolog na sali po takich operacjach to standard.
UsuńMnie takie sale/ oddziały nie pociągają, ja te moje kilka lat jeszcze na "normalnych" sobie popracuję, raz mniej, raz bardziej, a często bardzo stresująco. Taki zawód, nic nie zrobisz, pacjenci potrafią być nieobliczalni.
Ładny zameczek, na wyprawy idealny!
OdpowiedzUsuńIle tej roboty w domu ciągle!
Gdy moja teściowa leżała na internie, to mówiła, że przerażało ją terkotanie kółek na korytarzu, bo to znaczyło, że kolejnego pacjenta wywożą...
Roboty w domu mam po kokardkę. Ale nieźle się organizuję, robię na bieżąco, nie odkładam na wielkie sprzątanie, bo to też jest bez rzeczy odłożonych.
UsuńW korytarzach zawsze terkoczą kółka, czy transport pacjentów na badania, operacje,
badztez zmarly na lozku jest transportowany, czy wózki pielęgnacyjne, czy komputerowe, zawsze coś jedzie.
Zamek jest naprawdę fajny, a kościół na skalę niedaleko też, ten mam wkrótce w planie.
Ciężką masz pracę chociaż mówi się że to powołanie.No kurde ,Mirka na pleckach rewelacyjne zdjęcie, modelka.Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńAle ze to wywalanie się na plecy nie służy jej figurze na zdjęciach, bo w tej pozycji wygląda jak kluska, to jej lata dookoła ogona 🙃
Usuń