Ponoć za godzinę ma zacząć znowu padać śnieg. Po poniedziałkowym i wtorkowym śnieżnym szaleństwie, z odwołaną szkołą, niejezdzacymi autobusami i ogólnie stanem wyjątkowym, powoli się środę ociepliło, nawet wyjrzało słońce, śnieg zaczął się topić i zleciał nam z hukiem z dachu, co ucieszyło niezmiernie Tobiego, bo fotowoltaika zaczęła produkować prąd.
Wieczorem roztopy na ulicach zamieniły się w szklankę. Po północy odwoziłam bowiem Arlete do domu, bo wpadła do mnie wieczorem, bylam bowiem sama, Tobi latał po wsiach w celach politycznych. My obejrzałyśmy sobie na DVD Damę Kameliową, z 1981 roku, z Isabelle Huppert w roli głównej.
Arleta z natury niechodząca lecz jeżdżąca, podrzucił ją do mnie syn, bo z braku miejsca na zaparkowanie samochody przez te zaspy i góry śniegu zaproponowałam, że po nią przyjadę, ale to załatwił młody, ja ją po północy odwiozłam, a ślisko było jak diabli, te 300 metrów.
Wywózka śmieci i innych odpadów też odpadła w tym tygodniu, logiczne.
Ostatnio gramy z Arletą w Dobble, które przywiozła ostatnio z Polski. Bardzo fajna gra na refleks i koncentrację. Potrafimy i 20 razy pod rząd.
Poza zimowymi zamarciami w kraju, nowy kanclerz okazuje się być wytrwały w pomysłach. Najpierw wymyślił, że lud pracujący za dużo choruje, a winna temu faktowi ponoć możliwość telefonicznego zwolnienia lekarskiego. Sama korzystałam z niego, jak miałam wirusa RS, I 40 stopni gorączki, nie musiałam wlec się po doktorach i w poczekalni załatwić i innych cherlaków. Lekarze chętnie korzystają z tej możliwości, właśnie z tego powodu, I dają kontra kanclerzowi.
No to ten poszedl do potęgi drugiej i stwierdził, że pracownicy za mało pracują, za dużo na częściowe etaty, wszyscy powinni na cały etat robić, chyba, że mają małe dzieci czy kogoś do pielęgnacji, wtedy z łaski jego nie musieliby na cały etat.
Moim zdaniem, potrybiło go całkiem.
Ja pracuje na ⅔ etatu, i chętnie wezmę dziada na jakiś fajny dyżur, najchętniej ranny, i tak 3 miesiące pod rząd. Tutaj lekko przegiął, mam nadzieję, że będzie go to kosztować stołek w swoim czasie.
Notabene, w środę nasza miejscowa share cafe była zamknięta z powodu śniegu, nie miał kto odwalić. Arleta na zwolnieniu lekarskim, po operacji (odebrałam ją ze szpitala 9 dni temu), dostała czerwonych plam na szyi, mówiąc, jak ja bym była w pracy, z samego rana wysłałabym paru moich Arabów do tego śniegu, i nie byłoby przeproś.
Tak więc, potem jakoś dojechać do domu, i jeszcze jeden dyżur, a od piątku mam wolny weekend.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz