Wczoraj jeszcze piękna pogoda, ale z Lätterbacher Höhe widzieliśmy już nadciągające śnieżne chmury.
Przed północą zaczęło spać, i nie przestało do teraz. Akurat odkopaliśmy auta; ja mam popołudniowy dyżur.
Będzie jazda trzydzieści na godzinę. Przynajmniej drogą mniej więcej prosta, a że jest między dwoma autostradami i robi za drogę mleczną/ w Zapfendorf mamy fabrykę mleka w proszku i innych produktów mlecznych, to mam nadzieję na lekko przejezdną tę drogę. Rano odwołali szkołę, w Bamberg przestały jeździć autobusy, i na autostradzie stanął ruch.
Jedyna, która niezmiernie śniegiem ucieszona, to Mirka. Wypadła dwa razy do ogrodu, wutarzala się w śniegu, załatwiła, co trzeba i zażyczyła sobie do sypialni w bety. Teraz znowu wola, chyba jednak chce w ten śnieg i pobiegać.
Dzierganiowo: zrobiłam mitenki i sprezentowałam Arlecie.
Poza tym, dziergam nadal mój raglan, powoli, bo ostatnio więcej czytam niż dziergam.







U nas ślisko i zapowiadają mrozy. Mitenki ciekawe! Kolorystyka interesująco rozłożona.
OdpowiedzUsuńU nas szklanka a niestety jutro trzeba nam jechać na pogrzeb, Mirka to ciekawa jest ,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuń