A w czwartek jest we wsi babski karnawał, tak więc będzie zabawa. Rok temu poszłam sama i dobrze się bawiłam, a przyszłam z kilkoma nawiązanym kontaktami, które umożliwiły mi potem dalsze kontakty we wsi. W tym roku idę z Arletą, zabieram ją do naszej grupy sportowej, ale tylko balangowo, bo na sporty to ona definitywnie nie da się zaciągnąć.
Aaaaa... zaczęłam chodzić i na szpitalną grupę gimnastyczną, jest też we wtorki, ale o godzinie 14, czyli nie koliduje z też wtorkowym miejscowym sportem, bo ten jest o 18.30. Wtorki i tak zwykle mam wolne, tak więc mam taki jeden w tygodniu sportowy dzień. Pomijając codzienne dwa spacery z Mirką.
Szpitalny znaczy personalny sport to gimnastyka rozluźniająca, a na koniec jest zawsze jakieś odprężenie, czy to mięśniowe, czy podróże w fantazji. Osobiście daje mi to bardzo dużo, ostatnio miałam to 3 lata temu na rehabilitacji po endoprotezie, brakowało mi tego, bo niby cd do słuchania mam, ale to jednak nie to, a tu patrz i masz. Namówiła mnie koleżanka z interny, i chwała jej za to!
Na internie jestem teraz cały luty, raz jest tak, a raz inaczej, ale ogólnie nie bardzo absorbująco. Jedynie w poniedziałek było przedziwnie i dużo biegania jak kot z pęcherzem, bo tyle cudów na kiju już dawno nie widziałam. Ale czy dzisiaj, czy przedtem, było ok. Pracuję sobie w moim trybie zwykle na popołudnia, do godziny 22, najwyżej dwa dyżury pod rząd, albo co drugi dzień. Czasu mam wystarczająco, jak po godzinie 21 nic się nie dzieje, idę wcześniej do domu, wcześniejszy check out jest możliwy.
Dzisiaj inhalowalam starszą bardzo panią, z demencją, nie było sensu zostawiać ją samą z ustrojstwem, no to siedziałam z nią, a przy dolewaniu mukosolvanu do pojemniczka dałam jej potrzymać szlauch; cały czas buzowało z niego powietrze pod ciśnieniem. Aha, kompresor, stwierdziła pacjentka 😀

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz