We wsi, dla mnie 2.0
Rok temu poszłam sama, i w ostatnim momencie myślałam, co ja robię, idę tam, gdzie chyba nikogo nie znam, co ja tam będę robić?
Jednakże znałam 3 babki, przynajmniej trochę, akurat nieco pół roku tutaj mieszkaliśmy. Tam wtedy dopoznalam następne, a poprzez tę imprezę- zaczęło się to wszystko, z biblioteką, dzierganiem, sportem, wspólnym grillowaniem, wycieczką do Würzburg....
Tym razem namówiłam Arlete, która mieszka tutaj kilka lat, poprzez swoje prace zna wielu, a wszyscy chyba ją, a nigdy się nie wybrała jeszcze na ten babski karnawał, tradycyjnie zawsze w Tłusty Czwartek.
Arleta była zachwycona imprezą, i na drugi rok chyba jak w banku.
Dzisiaj wieczorem znowu damskie towarzystwo, spóźnione jedzenie bożonarodzeniowe skoczków. Jest nas tam wszystkich 11. Jedna miała urodziny córki, druga jest chyba za nowa w klubie i czuje się jeszcze niepewnie, trzecia zapomniała po kilku tygodniach na śmierć o wychodnym, w ciąży jest, to jej wolno. Najstarsza koleżanka, która bardzo chętnie by była, jest aktualnie na rehabilitacji, po wylewie w Boże Narodzenie. Ingrid, akurat skończyła na początku lutego 65 lat, miałaby pracować do 66 i ½, czyli sierpnia 2027, i bardzo chce wrócić jeszcze do pracy. Na zdjęciu brakuje już Nicole, która dosyć wcześnie pojechała do domu, bo ma małe dzieci. Dlatego tylko 6 na fotce.
Jutro- właściwie juz dzisiaj po południu spotykam Gerlinde w bibliotece, poczytamy, pogadamy, podrutujemy, na pewno ktoś jeszcze się dosiądzie. W niedzielę pochód karnawałowy przez wieś, gdzie pod kosciolem umowiona jestem z Katją na ogladanie tegoż, i normalnie cieszę się na poniedziałek i dyżur nocny, bo tyle imprez dzień po dniu, to jeszcze nie miałam.
















Brak komentarzy:
Prześlij komentarz