Wielki Piątek i wczorajszy poniedziałek wielkanocny spędziłam na popołudniowych dyżurach. Interna była wyjątkowo spokojna, chociaż w piątek pacjent z tracheostomią doprowadzał mnie do załamania, a miałam w ten dzień faktycznie tylko trójkę.... dzisiaj sześcioro, w sumie ok.
Nie piekę ciast, Tobi też jakoś zaprzepaścił sernik, a kupny baranek był ok, smakował i już go nie ma. Kiedyś, wiele lat temu, dostawałam takiego z własnego wypieku, koleżanka pracowa Andrea, która prowadziła życie Nomadów, uwielbiała się przeprowadzać jakoś, ale jakieś 10 lat temu utknęła na stałe w okolicach Berlina. Włącznie z formą do pieczenia baranków.
Niebieska galaretka borówkowa, na deser po świątecznym obiedzie. Były kotlety, ziemniaki z pietruszką i zielone szparagi.
W niedzielę również moje nowe skarpetki z wełny nabytej na targu w Hirschaid poszły na górę Staffelberg.
Skarpety w całej krasie. To był projekt jeszcze marcowy, przed nim zrobiłam jeszcze dwie różnie duże szalochusty z misiowatej włóczki, które muszę jeszcze sfotografować.
Tradycyjnie jajka gotowane w łupinach cebuli. I faktycznie w sobotę przed południem w całej wsi, znaczy w obu sklepach, nie było jajek. Moje pochodziły z małej prywatnej minifarmy córki nowej pracowej koleżanki z geriatrii.
Miła sobotnia niespodzianka, w której była nie tylko niebieska galaretka 😍 akurat wracałam z biblioteki.
Druga miła niespodzianka zdjęciowa, przysłana mi dla zaspokojenia ciekawości... a więc, to jest obecnie salonik w moim dawnym domku w Dolnej Saksonii. Ta młoda rodzina zrobiła z tej chałupki cacko.
Dyżurując w Wielki Piątek.
Klekotanie w Wielką Sobotę.
Piwonie gdzieś po drodze, na spacerze z Mirką.
Dziecięca Drogą Krzyżowa przez wieś.
Wielki Czwartek, przywieźliśmy jedną ziemię do grządek, w Wielką Sobotę rano następną do wymieszania. I koński gnój też.
Po sąsiedzku.
Teraz mam urlop, i kilka wycieczek i wypraw tutaj w okolicy, także w celach praktycznych, jak oświadczenie podatkowe, ale pożyteczne nie wyklucza miłego.
Lubię reportaże zdjęciowe, tyle drobiazgów na poprawę humoru!
OdpowiedzUsuńNajlepsze skarpetki i niebieska galaretka:-)
Kolorki faktycznie superanckie, ta wełną od razu do mnie się uśmiechnęła, a galaretka dzięki @Gackowa.
UsuńLucy! Nareszcie mogę się odezwać, dziecko w święta mi naprawiło to co się zepsuło (samo oczywiście) 😀 Serdeczności posyłam i Mirkę pozdrawiam od Szilki 🐕😘
OdpowiedzUsuńAnko, też mam czasami pod górkę, jak chce coś skomentować u ciebie, internet coś nas nie lubi chyba 🙃 ale cieszę się, że czasami się udaje. Mirka odpozdrawia Szilunię, a ja was wszystkich 😍
Usuń❤️🐕❤️😀
UsuńNo i fajnie przeszły święta, nocnik i jaki ładny a w nim kwiaty też może być dekoracja, pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńLubię też tak. I po świętach mamy, ja urlop, próbuje odpocząć.
UsuńDobrze. Takie jest życie. Galaretkę bym wsunął, ale awaria mam dietę. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńTen kolorek był zabójczy, poza tą mam jeszcze sporo w kolorach normalnych dla galaretek 😉
UsuńSame sympatyczne obrazki. Kolorowe skarpety wyglądają na ciepłe.
OdpowiedzUsuńW sumie normalny skład wełny skarpetkowej, ale w dotyku i noszeniu jakby bardziej bawełniane. Do traperów i na długie trasy tylko takie, nawet w gorące lato, bo wtedy wełną chłodzi stopy w butach.
Usuń