W przebieralni, w pracy, mamy taki regal, na który wedle niepisanego prawa, mozna cos polozyc do ogólnego uzytku, badz do wziecia sobie. Czasami leza tak ksiazki, najczesciej plony, które ktos przerobic i przejesc nie dal rady. Ogórki, pomidory, cukinia, czeresnie, czasami flance czegos tam. Wiosna stanela tam mala reklamówka z jakimis bulwami w srodku. Hm, mysle, pewnie jakies kwiatki, wezme ze trzy i sie zobaczy, co urosnie.
Bulwy wygladaly tak:
Bulwy wygladaly tak:
(zdjecie z wikipedii)
Tak wiec, przywiozlam do domu, pokazalam ojcu przyznajac, ze nie mam pojecia, co toto, ale na pewno jakies kwiatki. Wsadzilismy bulwy do ziemi, i faktycznie po krótkim czasie zaczely nad nimi wychodzic zielone listeczki, i rosnac, i rosnac... dwie rosliny przy garazu, jedna przed domem. Wyskosc calkiem sobie, tak z póltora metra, troche jakby slonecznik, wygladaly. Czasami pytalam znajomych, sasiadów, czy maja pojecie, co toto, ale nikt nie wiedzial.
Pod koniec lipca byla ta powódz, przedtem deszcze, ziemia rozmiekla, i jedna flance, spod garazu, polamaly, przewócily, a wiec kwiatek do wyrzucenia. Przy usuwaniu okazalo sie, ze z jednej bulwy, zrobilo sie ze dwadziescia.
- To jakis chwast paskudny!- wykrzyknal mój rodzic, - ja to na jesien wszystko wykopie, inaczej to sie rozpleni!
Faktycznie, rozplenilo sie. Calkiem niezle plony bulw, jak sie pomysli, ze byly na wiosne tylko trzy drobinki.
Ojciec wiec wykopal, postawil w pergoli, kilka zaoferowal sasiadowi, jako te "fajne kwiatki", troche przerzucil za plot.
Wczoraj siedze sobie w necie, jest takie forum, na którym czasem sie udzielam, duzo starszych pan, takich z doswiadczeniem zyciowym tam jest, i nowy temat, topinambur, jedna ma, a kto to zna. Ja poznalam. Kiedys próbowalam na targach Zielonego Tygodnia w Berlinie, jak bylam tam z Sophia, Holenderka, ona znala warzywo bardzo dobrze, moc witamin i bardzo korzystne w diecie cukrzycowej. Jedlismy tam na surowo w plasterkach, ale mozna gotowac w wodzie, na parze, zapiekac, i czipsy z tego robic. Smak taki niezwyczajny, troche slodki, troche jak orzech, troche pastyniak. W sumie, dobry, ale raczej nieznany, no i w sklepie jeszcze nie widzialam. Niepopularny, niesprzedawalny? Wychodzilam z zalozenia, ze za zakupem nalezy udac sie na jakis drogi targ warzyw ekologicznych, badz dalej próbowac na stoiskach wegetarianów. I sobie kliknelam w link podany przez te pania, i patrze... a to moje "kwiatki" sprzed domu i garazu!
Topinambur, slonecznik bulwiasty. Na szczescie, mój ojciec zatrzymal tych bulw taka mala skrzynke po mandarynkach, spróbowalismy tego przedtem "na zywo", faktycznie, topinambur jak ta lala, wspanialy w smaku, a jak jeszcze na wszystko ma pomóc, to jemy. Troche schowamy na druga wiosne, wsadzi sie grzadke. Uprawa podobnie jak ziemniaki, lacznie z kopczykami. Nalezy obcinac kwiatki, wtedy bulwy wiecej rosna w sile i ilosc. Konsumpcja tez jak ziemniaki, plus spozywanie na surowo- bardzo smaczne, polecam :) A tak wlasciwie, to jest to owoc, nie warzywo. I w Niemczech 90% upraw idzie na produkcje alkoholu, tak sie doczytalam.


Nie jadłam nigdy, choć się zastanawiałam nad kupnem. Póki co jedynie z batatów czasami coś robię. Ale przyznam, że nigdy bym nie myślała, że topinambur tak wygląda!
OdpowiedzUsuńBatat fajne warzywko :)
UsuńTez nigdy w zyciu bym nie pomyslala, ze te odchudzone sloneczniki, to jest wlasnie topinambur. Myslalam, ze z tych bulw jakies dalie wyrosna, stary sort, cos w tym sensie.
Tez nie znam, bo prawie nigdy nie kupuje nieznanych mi rzeczy. Ale moze sprobuje?
OdpowiedzUsuńBasiu, koniecznie! Surowe najlepsze, jako przegryzka. Smak taki, ze nie trzeba sie dlugo przyzwyczajac- troche orzechowy, troche slodki, troche pietruszkowaty, taki "rund", jak Niemcy mówia ;) ponoc czasami, rzadko, raz na rok?- w naszej Edece bywa. Zapoluj koniecznie! Poza tym, widzialam oczywiscie na Amazonie.
UsuńWidziałam ten że owoc ale malutki próbowałam to i smak zapewne inny ,był praktycznie zbyt gęsto posadzony bo to był gąszcz.Potrzebuje widać więcej przestrzeni.
OdpowiedzUsuńTak, w celu uprawy, jak czytalam, mniej wiecej jak ziemniaki sadzic, nawet kopczyki robic.
UsuńOstatnio sporo się słyszy o tej roślinie.
OdpowiedzUsuńZ pewnoscia z powodu zawartej w niej inuliny, dobre przy diecie cukrzycowej. Ja poznalam wtedy w Berlinei na Zielonym Tygodniu, Sophia mi przy okazji opowiedziala, ze dobre i zdrowe, potem umknelo mi jakos. Miedzy innymi dlatego, ze nie mozna tego ot tak po prostu, codziennie w warzywniaku spotkac. Imbir jest, ale topinambur nie. Ok, u nas to i czerwone buraczki sa ekstrawagancja ;) ale w Kauflandzie kupuje juz oryginalne polskie kwaszone ogórki- tu sa tylko konserwowe, w occie, a te znad Szprewy, tez próbowane do zupy ogórkowej, to niestety nie to.
UsuńW mojej ulubionej knajpce podają puree z topinambura np. z kotlecikami jagnięcymi ale widziałam też, ze ludzie biorą to puree do steków wołowych.
OdpowiedzUsuńCzipsy z topinambura też jadłam, smakowały mi, próbowałam zrobić, ale mi nie wyszły;).