I masa książek o robieniu na drutach i szydełkowaniu, udrapowanycg na stole i w regale. Do tego nie kończąca się herbata, na podgrzewaczu, i ciasteczka.
To były bardzo przyjemne dwie godziny. W następną sobotę znowu idę, jak i pozostałe w listopadzie, tak długo to trwa.
Dostałam rozpiskę na japomskie mitenki, wypróbuje wzór, mam nadzieję, jeszcze tej zimy.
Znowu spotkałam kogoś z pracy we wsi, a myślałem, że już wszystkich ogarnęłam, kto pracuje w szpitalu. Dla mnie to nadal trochę dziwne, bo ponad 30 lat nie miałam takiej sytuacji, to byłoy "tylko" 22 kilometry, ale inny powiat, a pasmo gór tworzyło naturalną geograficzną granicę. Tu idę do Lidla, czekam na pociag, spaceruję z Mirką, i spotykam kogoś z pracy.
Dzisiaj niedziela, i mam popołudniowy dyżur, jak zaplanowałam. Wolne soboty dobrze mi robią, wczoraj ogarnęłam trochę ogródek,pozamiatalam przed domem, no i cały dzień cieszyłam się na to dzierganie. W adwencie zaplanowałam wszystkie weekendy kompletnie wolne, mam wtedy też trochę urlopu, popracuję dopiero w Święta, a przed nimi poszlajam się trochę na jarmarkach bożonarodzeniowym czy pobycie się w wodach termalnych.




Fajne takie dzierganie a grudzień super zaplanowałaś ,pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńMamy w plany na 4. weekend wybrać się trochę w Erzgebirge, co mi Wikipedia na Rudawy tłumaczy, w życiu nie słyszałam. Fakt, trochę daję sobie pracowego luzu, bo skoro nie muszę pracować w weekendy, to nie pracuję. W soboty tak czy inaczej nie pasuje mi nigdy. Wolę dziergam w bibliotece 😉
UsuńW listopadowe dni, takie spotkania to miły przerywnik.
OdpowiedzUsuńListopad jest optymalny na takie złoty. Gorąca herbata, miękka wełna, za oknem mgła....
UsuńNa moim "drutozlocie" też tak wygląda, ale że w sklepie dziewiarskim, to i zakupy można zrobić☺️. Ostatnio mema (?) widziałam: "wełna jest niezbędna do życia, dinozaury nie miały wełny, i wszyscy wiemy, jak się to skończyło..."
OdpowiedzUsuńAnobo tak jest 🧶
UsuńBardzo ciekawe te biblioteczne spotkania o dzierganiu. Sama bym chętnie na coś takiego wybyła.
OdpowiedzUsuńSpotykam czasami ludzi z pracy w sklepach, ale to bywa rzadkie...po godzinach w robocie ludzie starają siebie unikać.
Teudno siebie unikać, jak się mieszka w małej wsi, zresztą tutaj byłoby to bardzo niegrzeczne, bo to bardzo otwarty naród. Już kiedyś o tym pisałam, na ławce dosiadasz się, a nie siadasz na wolnej ławce, bo ona daleko, tak samo w knajpce, nie ma samosiów. Zdaje mi się tutaj uwarunkowane historycznie, w gromadzie wieksza siła niż w pojedynkę.
UsuńTe drutowe spotkania uwielbiam, już w Dolnej Saksonii pierwsze takie odwiedzałam, w miejscowym Mehrgenerationenhaus, potem w kulturalnym młynie, czy kiedyś w sklepie budowlanym, tam sprzedawali też włóczka, I w zimie co tydzień się dziergała. Jak sklep się zamykał, babeczki zdesperowane poszukały innego lokum, na rynku, I tam dziergałysmy co tydzień dalej, aż nas korona rozdzieliła, co za hańba, ale to był plan, rozwalić relacje międzyludzkie, a i rodzinne. (Bo w gromadzie siła...)
Tutaj dzierga się w bibliotece, i ten miesiąc, poza tym dotarło w pobliże dzierganie kino, to używam do oporu, i wynalazłam jus sklepik z wełną, gdzie dzierga się 2x w tygodniu, raz rano, a raz wieczorem.
Normalnie jak w raju 🙂
Super takie dzierganie.
OdpowiedzUsuńW grupie zawsze raźniej, a listopad jest idealny na takie spotkania!
Pozdrawiam serdecznie
Idealne mgielne klimaty. Wszystko powoli. Tak właśnie myślę, z mojej pierwszej dzierganiowej grupy, która utworzyła się w styczniu 2013 roku, nie żyje już 5 kobiet.
UsuńOch, jak ja bym chciała, żeby u nas zdarzały się takie wydarzenia... Niekoniecznie robótkowe 😉
OdpowiedzUsuńRobótki nie są złe, przez te dwie godziny i nierobótkowe dochodziły z ciekawości, popatrzeć, porozmawiać. Ale ze u was nic?? Przecież to niemałe miasto. Tu się dzieje tyle, że czasowo trudno ogarnąć, nie idzie być wszędzie, jak się pracuje.
Usuń