Dzisiaj spędziliśmy ponadplanowo pół dnia w Bamberg, a drugie pół w Oberhaid. Tobi miał wizytę u neurologa, po niej ruszyliśmy nieco w miasto, odwiedziliśmy kultową karczmę Schenkerla, zobaczyliśmy 3 Królów na Lange Strasse- to coś w rodzaju kwesty, tu nie ma księdzowej kolędy.
Nasi miejscowi 3 Królowie byli u nas wczoraj.
Bamberg powitał nas piękną, słoneczną i mroźną pogodą, i zażądał 10 euro za trzy i pół godziny parkowania auta na Georgendamm. Ja tam już wiem, dlaczego pociągiem do miasta wjeżdżam.
Choinka przy Neptunie na Grüner Markt. Stragany stały, ale mniej ich było niż jeszcze na końcu października, brakowało tych kwiacianych.
Pojechaliśmy "po drodze" odwiedzić nieznaną mi do tej pory osobiście, byłą drugą żonę i wdowę kuzyna Tobiego, kilka kilometrów dalej, w Oberhaid. Gundi jak sama stwierdziła, jest ciekawską osobą i obserwowała mnie od jakiegos czasu na insta, konkretnie odkąd się dowiedziała, że przeprowadziliśmy się do Górnej Frankonii. Nawet przysłała mi wiadomość, kim jest, i że Tobi jest chrzestnym jednego jej syna. Także nas serdecznie do siebie zapraszała, no i dzisiaj wpadlismy bez zapowiedzi, bo jak stwierdził Tobi, Gundi jest gościnna, bezproblemowa i na emeryturze, więc na pewno ma czas i jest w domu.
Wszystkie przepowiednie sprawdziły się.
Poznałam faktycznie niekonwencjonalną kobitkę, starszą ode mnie o zaledwie 7 lat, więc semestry nie tak bardzo od siebie oddalone. Gundi też namiętnie robi na drutach i szydełku, do tego szyje. Zapowiedziała, że pokażę mi swoją "pracownię", a więc dawny pokój dziecinny, wzdłuż ścian regały z wełną różnych gatunków i kolorów, do tego osprzetowanie, guziki, koraliki; jedna ściana pełna regałów z belami materiałów, normalnie pasmanteria. Aktualnie Gundi wydziergała multum czapek i mitenek, miałam sobie coś wybrać, i wzięłam takie, które w życiu bym sobie nie wydziergałam, a spodobały mi się bardzo.
Będę nosić, jak temperatury pójdą nieco w górę.
Do tych mitenek dostałam też książkę o dzierganiu z koralikami i prikaz nienabywania gdzieś jakichś koralików, bo u niej na kilogramy, różnych kształtów i kolorów. I zaproszenie na przyjechanie i wspólne dzierganie i wymianę zdań na temat SAMEJ.
No to ok... będzie się działo.
Póki co, jutro oficjalnie 3 Króli i święto, idę do pracy na mój obligatoryjny popołudniowy dyżur, chyba na geriatrię. Wczoraj byłam na internie, było nas pięcioro na dyżurze, pomimo trochę pracy luzik, a na kolację zamówiliśmy sobie pizzę, aby jakoś powitać ten nowy rok. Krótko po dziesiątej byłam w domu. Takie dyżury są świetne.



Ciekawa tradycja z tymi Trzema Królami we wcześniejszym czasie. I nas pochody będą dopiero jutro. Pozdrawiam serdecznie
OdpowiedzUsuńCo za znajomość, pokrewne dusze zawsze do siebie trafią:-)
OdpowiedzUsuńFajna rodzinka, masz z kim dziergać a mitenki cudowne, pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńNawiązałaś świetną relację. A prezent super!
OdpowiedzUsuńBoszsz.. przez chwile myślałam, że odwiedzaliście byłą żonę Tobiego:) Ufff... byłą żonę kuzyna Tobiego, co za ulga:) Moja przyjaciółka ze swoim partnerem odwiedzają się z jego byłą żoną, co dla mnie jest trochę chore (dla mojej przyjaciółki też...)
OdpowiedzUsuńDo niedawna lubiłam pracować w święta, teraz już nie, bo jest zazwyczaj dwa razy więcej roboty niż w dzień powszedni