Emilka, ta, która 6 lst temu pielęgnowała mojego sąsiada Johannesa, i z którą nadal mam kontakt WhatsAppowy, pytała mnie wczoraj na tej drodze, jak u mnie daleko święta, wyliczając równocześnie, co już ma gotowe, co jeszcze szybko zrobi/ ugotuje/ upiecze (sernik na poniedziałkowe, późne śniadanie), i że od poniedziałku wczesnego popołudnia wreszcie będzie miała "wolne" od Świąt i rodziny. Że okna ma wymyte i firanki wyprane, logo.
Ja stety czy niestety taka familijna i pilna nie jestem. Zaczynając od tego, że od dziesięcioleci święta wszystkich maści są dla mnie zwykle dniami spędzanymi w pracy, kiedyś musowo, teraz z wyboru.
Dzisiaj Wielki Piątek, święto tutaj, idę na dyżur popołudniowy, także w poniedziałek. Po południu, bo lubię, a w swieta, bo dodatkowe pieniądze, co przy dzisiejszych cenach paliwa 😉... jutro, znaczy w sobotę, chcę mieć wolne, być może coś jeszcze dokupi się, gazetę weekendową trzeba nam przynieść, ogólnie posiedzieć, coś na drutach podziergać, z Mirką polatać. Po ziemię do naszych skrzyń w ogrodzie warto by też podskoczyć.
Jedyne, co dzisiaj z powodu pracy przegapię, to będą klekotki. Tutaj faktycznie jest ten zwyczaj cichych dzwonów i klekotania przez ministrantów.
Akcję okienną wystartowałam w marcu, oprócz sypialni ogarnęłam cały dół. Z ostatnim poczekam na mój urlop po Wielkanocy.
W czwartek zrobiłam grubsze zakupy i Rozpiska, co kiedy jemy/ gotujemy, a Tobi wczoraj dokupił pieczywo, wędliny i napoje.
Wczoraj po południu wyruszyliśmy w kierunku Rudolstadt w Turyngii, Tobi u kogoś tam coś tam odebrać. Po drodze lasy, wysokości ponad 800 metrów npm, i... śnieg. U nas kwitną żonkile, tam jedyne, co kolorowe, to plastikowe jajka na gołych i ośnieżonych krzakach.
Akurat czytam w gazetce, że na górze Staffelberg zaczàł się sezon, i myślę, że wyprawa tam w Wielką Niedzielę, po śniadaniu, byłaby w porządku, trochę sportu, I jako nagroda kiełbaska z rożna. Dzisiaj oferują jedynie bułki z rybą.
Przyszła paczuszka od Gundi, która dwa tygodnie temu wstrzymała mnie od kupna kaczek na druty stwierdzając, że robi takie sama.
Akurat kończę puchaty szaliczek dla Arlety, która po śniadaniu u nas w środę pojechała do Polski. Przyjedzie z powrotem na Białą Niedzielę.
Tak więc, zdrowych i pogodnych Świąt życzę spod naszej wiejskiej studzienki wielkanocnej!





Spokojnych, dobrych Świąt! Zdrowia!🐥🐣🐥
OdpowiedzUsuńDziękuję i nawzajem życzę!
UsuńDobrych świąt i spokoju w pracy!
OdpowiedzUsuńW górach u nas 1,80 m śniegu...
Zdrowych i pogodnych, Jotko!
UsuńKlekotanie i u nas jeszcze na wioskach a dzieci dostają slodycze, radosnych świąt.
OdpowiedzUsuńAkurat były dzieci, jutro wstają o czwartej i będą klekotav o wpół do piatej na rezurekcje. Zarobiły za to u mnie banknota.
UsuńSpokojnych świąt
OdpowiedzUsuńDziękuję i nawzajem życzę!
UsuńZdrowych, wesołych....kaczki na druty 👍, ja sobie uszyłam "garaż" na druty, ale nie używam, skarpetki - zawsze 64 oczka, rozmiary 38/39 - 49, 38 na dwójkach, 49 na 3,25, różne rozmiary drutów - kupiłam metalowe pudełka i rozmiar drutów na nich napisałam
OdpowiedzUsuńTe kaczki są do zablokowania robótki, żeby oczka nie pogubić w transporcie, ja druty też przechowuje w kieszonce torebki na robótki. Mam też pojedyncze na żyłkach, sprzed czasów Knit Pro, te mam w plastikowych torebkach rozmiaru DIN A 4 i opisane, plus w nich pończosznicze, bo rękawy raglanow najchętniej na okrągło lecę 😁 i dlatego potrzebuje te druty we wszystkich rozmiarach.
UsuńPozdrawiam serdecznie i pogodnych świąt życzę!