wtorek, 2 grudnia 2025

146. Jak zwykle

zaczynam z nowinkami dzierganiowymi. Dzierganie w sobotę było, niby ostatnie, I kilka pan więcej, a te pierwszy raz, bo przez 3 ostatnie soboty nie mogły, bo coś tam zawsze, normalka. Michaela zapowiedziała kolejne takie dzierganie w Wielki Post, a poza tym, zawsze można się zmówić, miejsce w bibliotece jest, można siadać i dziergać,  w komitywie i samemu. Umówiłyśmy się więc na kolejną sobotę, pozaplanowo. 









Pia przyniosła swój sweterek, który wydziergałam jej babcia 40 lat temu, na uroczystość jej pójścia do szkoły. Każda literka z symbolem. 



I tak to się dzieje w bibliotece. Książki też można wypożyczyć, oczywiście... biblioteką w Zapfendorf ma zawsze najnowsze bestsellery, stare i nieczytane książki są segregowane na bazarek, który odbywa się co jakiś czas, sama w tym roku nabyłam kilka pozycji za symboliczną kwotę. 


W niedzielę po południu wybraliśmy się na kiermasz adwentowy do Bad Staffelstein,  pogoda nie dopisała, ale mimo tego świetnie było. Poza autami w poprzek. 






To Adam Riese ze swoim uczniem. 


Pracowo idzie, żadnych sensacji grafikowych, personel pasuje do pacjentów. Wczoraj miałam na popołudnie, dzisiaj wolne, od jutra dwie noce. Dzisiaj wypisano troje pacjentów z demencją i innymi problemami, to powinny być spokojne noce, oprócz oczywiście dzwonków, jak to na geriatrii. 

Moje zabawki. 




Mirka dostała na część swoich wyników z badania krwi proszek do brania dwa razy dziennie, na szczęście jej smakuje, i mam wrażenie, że pobudza jej apetyt, który zawsze miała świetny. Notabene schudła znowu troche na diecie i waży aktualnie 9,9 kg z uprzężą. 


Podczas podróży do weta- Mirka nie musiała wysiadać, uff i kamień z nerki... poszłyśmy pospacerować w jego wsi o nazwie Unterzettlitz, bo chciałam dokładnie obejrzeć ich krzyż przydrożny.

Krzyż z widokiem na Staffelberg. 


Perspektywa w bok, widzimy Veitsberg. 


Listopadowy zmrok. 


Oczywiście widok na moje autko. 



Ogon po prostu nie mieści się do kontenerka... 

Dzisiaj w tzw wolny dzień obskoczylam pranie pościeli, ugotowałam klopsy Königsberger, pogratulowałam Arkademu, bo skończył dzisiaj 18 lat, to synek Arlety. Niestety przy pierwszym egzaminie na prawko kilka dni temu oblał jazdę, ale to będzie, na drugi raz da radę.
Teraz wróciłam z hali sportowej, Mirka wypróżniona,  a ja czytam. 




8 komentarzy:

  1. Ale że sweterek przetrwał tyle czasu?
    Widzę, że każda z pań inne cuda dzierga, fajnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szczególną pamiątka, ten sweterek, prawdopodobnie zostanie w rodzinnych pamiątkach na zawsze. Tak, każda robi coś innego, a ta w zielonym swetrze nawet guziki.

      Usuń
  2. Kocham bibliotekę w Zapfendorf. <3 I dzierganie w bibliotece i ogonek wystający z kontenerka i krzyż przydrożny i małpa zawiadamiająca o Flohmarkt są piękne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajne dla mnie miejsce, ta biblioteka. A reszta to cudowny bonus.

      Usuń
  3. Śliczna wydziergana laleczka! Nietypowa okularnica, może dlatego przyciąga uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ona je szydełkuje ot tak z ręki, bez żadnej rozpiski, I ma różne takie dodatki do lalek, oczy, okulary, butki, ciekawe hobby. W Eschershausen Monika szydełkowała zabawki, ciekawe zwierzatka i wszystko możliwe.

      Usuń
  4. W Polsce, nasze czworonogi mogą jeździć bez kontenerka. Muszą być zapięte w swoje własne pasy bezpieczeństwa. Biedna Mircia :) Czy możesz umieścić przepis na klopsy Königsberger? Moje zainteresowania krążą dookoła sztuki kulinarnej. Gdyby były jeszcze zdjęcia potrawy :) Pozdrawiam Ela

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki pas do zapięcia Mirki w szelkach też mam, ale ona ma awersje do siedzenia w fondzie na siedzeniu. Praktycznie długo jeździła "w nogach" na przodzie, tam czuła się bezpiecznie. Kontener jest jednak tutaj przepisowy, wiele ludzi ma takie w bagażniku, metalowe. Ten Mirkowy jest traktowany jak bagaż, jest przypięty do siedzenia i przez to ok.
      Przepis na Königsberger wstawię przy okazji.

      Usuń